Kross ogłosił ostatnio nowe hasło promocyjne: JEDNA PASJA – STO KOŁA. Abstrahując od tego jak mądra, marketingowa głowa to wymyśliła (100 tys. fanów, 100 tys. obrotów koła na którymś etapie TdF itp.), hasło to idealnie opisuje 3-osobową rodzinę jeżdżącą na rowerach Eddy Merckx EM525 Disc. Tak, ten rower kosztuje ponad 31 000zł. Jako że większość z nas rzadko widuje takie kwoty, oto ile to jest:
– dwa razy B’twin 740CF na elektrycznej Ultegrze i kołach Mavic Cosmic, a potem zostanie jeszcze na miesiąc wakacji na Kanarach
– nowa Dacię Logan i zostanie jeszcze na tydzień wakacji na Kanarach
– kilkunastometrowe miejsce parkingowe w prestiżowej dzielnicy Warszawy
– 20 lat karnetu na siłownię w Złotych Tarasach
– ponad 26 lat codziennego kupowania kanapki od Pana Kanapki w pracy
Skupmy się jednak na rowerze. Ten oraz inne modele dostępne są na stronie dystrybutora. Nasze pierwsze spotkanie jest bolesne. Odbieram go z Kolarski.eu – wszystko pięknie, śrubki przykręcone, hamulce lekko zapadające się, ale jak brzytwa i tylko na odchodne odbywa się dialog, który tli mi się z tyłu głowy kolejne 4 dni:
– Hej, Maciek, ale masz nogę co?
– Nie
– Bo tu jest 36 – 25
Chwila wyjaśnienia: nadchodzi właśnie długi weekend, który postanowiliśmy spędzić po czeskiej stronie Karkonoszy. Jeśli jeszcze Cię tam nie było, musisz wiedzieć jedno – są to zdecydowanie najcięższe góry jakie można spotkać w promieniu 1000km od Warszawy. Przy odrobinie formy VAMy praktycznie nie schodzą tam poniżej 4 cyfrowych wartości. O ile zwykłe góry wyglądają tak: /\/\_/\___/\/\/\_/\, czeskie karkonosze wyglądają tak: /\|||||||/\/\|||| (tak naprawdę jest jeszcze gorzej, ale do wizualizacji mogę wykorzystać tylko jedną linijkę).
Jeśli rejon interesuje Cię trochę bardziej lub, z niewiadomych przyczyn, chciałbyś go odwiedzić po przeczytaniu tego wpisu, zapraszam do:
Kross Vento – topowe modele na karkonoskich patelniach
Whyte Friston, Karkonosze i 3 przełajowi królowie
Eddy Merckx EM525 Disc Endurance, czyli poznaj Edka

Eddy Merckx, od imienia i nazwiska prawdopodobnie najlepszego kolarza szosowego w historii
EM525 od 525 zwycięstw, które odniósł w swojej karierze
Disc, bo tarcze hamulcowe, o których sam Eddy mówi w ten sposób:
I rode a bike today with disc brakes. Yeah, they work. But for me, the best is carbon wheels with aluminum rims and rim brakes. OK, a disc is better in the rain. But if the UCI rules said ‘carbon wheels with aluminum rims,’ it would solve everything.
Endurance, bo geometria jest bardziej ludzka niż w wersji Performance. Dzięki wyższej główce nie musimy wsadzać 4 podkładek pod mostkiem i wyglądać jak trzepak, a geometria w dalszym ciągu jest wybitnie sportowa.
No bo właśnie, co to ten rower jest? Nie wiem, więc może zacznę od tego, czym nie jest. Nie jest na pewno typową maszyną do ścigania po płaskim, bo powiedzmy sobie szczerze: obecne rowery mazowieckie wyglądają zupełnie inaczej i bardziej przypominają statek kosmiczny niż Wigry 3. Nie jest typowym rowerem górskim (co na dzień dobry sugeruje nam kaseta), bo z ramą ważącą 900gr, widelcem 380gr i tarczówkami swoje waży – jeśli szukacie dokładnej informacji w którymkolwiek z testów lub recenzji – powodzenia. Nie jest też rowerem klasy endurance (do jazdy po wszystkim) mimo swojej nazwy. Za tysiąc więcej dostać możemy Canyona Endurace’a (tudzież Aeroada lub Ultimate’a) na eTAPie z tarczówkami i super-wypaśnych kołach, za dwa mniej – wersję z podobnymi kołami, też na eTAPie. No i to jest problem.
Do tej pory myslałem, że najbardziej przepłaconymi rowerami świata jest Trek. W podobnej konfiguracji sprzętowej, Madone 9.5 jest katalogowo droższy o ponad 5000zł. Katalogowo! To ważne słowo, bo mało kto kupuje te rowery w cenie katalogowej. Wydaje mi się, że Trek prowadzi politykę dla ludzi „Hej, patrz – mam rower za 40k! (…ale kupiłem go za 30)”. Tylko że te rowery się bronią wyglądem. Mogą się podobać lub zupełnie nie, ale ich wygląd mówi: jestem zaawansowany, 8 nerdów projektowało mnie w CADach przez 3 lata, nie wychodząc z laboratorium. Cipolliniego w podobnej konfiguracji możemy mieć podobnie do Treka, za niecałe 10k euro. Cipollini jest fajny, bo jest Cipollinim – płaci się za markę. Merckxowi daleko jeszcze do bycia tak butikowym brandem, ale może stara się dogonić. Jedynym wytłumaczeniem jego ceny, jest zastosowanie tarcz. Tarcze są czasem genialne, a czasem nie, ale o tym później.
Wiele lat temu, gdy jeździłem na MTB i wszyscy mieli Deore, a ci najbogatsi XT, krążył taki dowcip:
– hej, kupiłem sobie nowego, tylnego XTRa za 8 stów!
– eee, lipa. Wiem gdzie sprzedają go za tysiaka.
Bo powiedzmy sobie szczerze. Jest punkt cenowy, za którym dla 86% ludzi rozwiązania technologiczne oszczędzające waty, są obojętne. Fajnie porozmawiać o nich z kumplami, ale nikt tego nie wykorzysta. Mało kto kupuje te rowery, aby wygrywać. Ci co wygrywają, wygrywaliby pewnie też na 4x tańszych. Może i Eddy Merckx EM525 jest jednym z najbardziej przepłaconych rowerów, ale to nie ma znaczenia, nie na tym pułapie cenowym. Jeśli jedziesz Merckxem (ależ to nazwisko się źle odmienia) i ktoś Ci mówi, że to samo mogłeś kupić 30% taniej w Decathlonie albo w znanym sklepie internetowym niemieckiej marki oraz dodaje do tego sensowne argumenty, to już wiesz, że nie porozmawiacie. Merckx z jednej strony nie jest jeszcze rowerem butikowym, z drugiej, nie jest też pewnie rowerem dla osób, które chcą widzieć w katalogu 27 rozwiązań technologicznych podbijających cenę. To jest moment w teście, w którym zapędzam się do ślepego rogu – nie wiem, dla kogo on jest. To oczywiście bardzo dobry rower, ale wymaga rozpatrywania w sferze sprzętów, które kosztują tyle co auta i każdy detal musi być tu doskonały… a nie jest.
Zapłaciłem, wymagam.
Chropowata do połowy sztyca wygląda, jakby była wyciągnięta ponad limit (ale dzięki temu nie zjeżdża)
Śrubka regulująca pochylenie siodła jest zrobiona tak, że mam ochotę wbić sobie multitoola w serce, podczas próby odkręcenia jej (ale robi się to pewnie dwa razy w życiu)
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Gumowe elementy nie są spasowane tak, jakbym oczekiwał tego w topowym modelu. Coś gdzieś odstaje, coś wyskakuje z dziurki. Może to ten egzemplarz, może mój pech – nie wiem. Wygląda to jak trzeszczące plastiki w aucie klasy premium. Nieważne jak dobre jest to auto, jak kokpit Ci trzeszczy, to przestajesz się czuć jak w premium. A propos gum – siodełko jest przedoskonałe (nie wiem jak udało mi się połączyć tematu gum i siodełka).
Koła są bardzo fajne, mimo że rozsądne cenowo, ale brak szybkozamykacza wymaga wożenia w kieszonce imbusa żeby je zdjąć. Z drugiej strony, sztywna oś sprawia, że koło zawsze jest idealnie równo włożone. Przy tarczach to ważne, nic nie irytuje bardziej niż ćwierkające hamulce (no dobra, coś na pewno denerwuje, ale nieważne).
Oznaczenie rozmiaru powoduje dyskomfort w mojej głowie. Dostaję M-kę, mam 188cm, znajomy (który jest jeszcze wyższy) mówi, że też na takim jeździ. To ze 2 rozmiary mniej niż inne moje rowery. Na dzień dobry siadam i czuję, że coś jest nie tak. 55cm u góry to przecież śmiesznie mało. Tylko że po kilkuset kilometrach okazuje się, że wcale nie. To zmusza mnie do przemyślenia wszystkiego, co wiem o rozmiarach rowerów. Geometria endurance jest taka w sam raz dla mnie, aby żyć bez wielu podkładek, a jednocześnie nie zostać ninja-joginem. Większy rozmiar byłby za duży, a mi jeździ się bardzo wygodnie. Prawie. Jak wspomniałem wcześniej – z tyłu jest kaseta 11-25. Nie wiem, kto to wymyślił i czemu – waga? cena? Delikatna insynuacja, że to typowy ścigant?
Karkonosze nie wybaczają – Modre Sedlo, Cerny Dul, Karkonoska i wiele innych, to miejsca, w których przestajesz się śmiać z kompakta, a 10º nachylenia traktujesz jak wypłaszczenie. Rozpoczyna się wtedy slalom gigant, śledzenie węża, jazda od bandy do bandy itp. To ostatni moment, w którym chciałbyś się martwić słynnym toe overlap, czyli butem zawadzającym o oponę. Pomijam tu nawet kwestie estetyczne tego, jak wygląda potem but, ale ktokolwiek leżał na skrzyżowaniu podczas stójki, wie o czym tu mówię. But obijający się o oponę to najgłupszy sposób na kolarską wywrotkę. Jak nietrudno się domyślić, w rozmiarze M musiałbym obciąć sobie duże palce, aby zlikwidować ten problem.
Sama rama może się podobać, choć mnie lekko mierzi napis: 525 VICTORIES. No-one can take them away from me. Ever.
Ja wiem, że miała być to forma pomniku dla Eddiego, taki monument na jego cześć. Pewnie się czepiam, ale znacznie bardziej widziałbym tu zastąpienie ME na HIM. Bo to on wygrał, a ja zazwyczaj przegrywam. Z takim napisem czuję się trochę jak gość w koszulce „uwaga, jestem szybki” albo odnosząc się trochę bardziej do życia codziennego: gość w koszulce „jestem niezłe ciacho”. To jednak moje czepialstwo, przecież ludzie te koszulki kupują i podobają im się.
Tarcze, czyli „Panie, po co to komu?!”
Nie wiem, czy w zawodowym peletonie tarcze są potrzebne. 9 i pół osoby na 10 wypowiadających się na ten temat w internecie też nie wie. Jeśli Twój kolega mówi, że tarcze nie mają zastosowania w szosie to albo mówiąc, że jedzie potrenować w górach ma na myśli Świętokrzyskie, albo nie wychodzi na dwór przy złej pogodzie, albo jest naprawdę dobry technicznie (tudzież szalony). Tarcze nie są dla każdego.
W warunkach, które spotkały nas w Karkonoszach tarcze oraz elektryka to najlepsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Jeśli czeka Cię kilka kilometrów stromego zjazdu po wąskiej, leśnej drodze, a z nieba leje się strumieniami woda, nie znam lepszego systemu hamowanie niż hydrauliczne tarczówki. Naciskasz i hamuje – reszta Cię nie interesuje. Gdy kolejnego dnia temperatura rośnie o jakieś 25 stopni, znika też nieprzyjemne uczucie, że Twoje obręcze są tak ciepłe, że zaraz się rozlecą. Oczywiście, potrafią wydać z siebie czasem odgłos, który powinien zostać na zawsze tylko z MTB, ale w opisywanym przypadku działo się to naprawdę rzadko. Klasyczne karbostożki hałasowały znacznie bardziej. Tarcze są wspaniałe, ale aby to docenić, musimy trafić w odpowiednie warunki.
Z tarczami jest jednak jeden, zasadniczy problem: serwis. Oczywiście, powiecie, że wystarczy sobie strzykawką wyrównać poziom płynu itp. ale trzeba mieć je ze sobą. W moich hamulcach klamka zapada się zdecydowanie za daleko – przy awaryjnym hamowaniu, istnieje duża szansa, że utnę sobie palec. Hamulec jest jak żyleta, ale modulacja odbywa się dopiero na ostatnim centymetrze. W warunkach bojowych, nie mam tego jak poprawić.
Nie przeszkadza to jednak nawet w najgorszych zjazdach. 40 procentowe nachylenie przy skoczni w Harrachovie nie robi na tym sprzęcie wrażenia. Z takimi hamulcami jedynym ograniczeniem jest głowa (w przeciwieństwie do pojazdów, w których ograniczeniem jest tu przełożenie).
No i oczywiście pomijalna kwestia aero (Canyon mówi o 1,5% przy 45km/h), możliwość wsadzenia szerszych opon (w Merckxie aż do 30mm) oraz jakieś pół kilograma więcej w rowerze. Możecie mówić, że pomiędzy 6,5kg maszyną, a 7kg różnica w jeździe jest niewyczuwalna, ale przy codziennym obcowaniu z rowerem to dużo. Koniec końców, na tarczach zbierając wszystkie wypady na pewno byłbym szybszy – składają się na to różnice: pod górę tracę niewiele, po płaskim pewnie podobnie, na zjazdach i przy złej pogodzie różnica w komforcie, bezpieczeństwie i jakości jazdy jest bardzo duża.
Z rowerami bez tarcz jest u mnie jak z czipsami: to już na peeeewnooo ostatni… a potem okazuje się, że na peeewno ostatni jest kolejny i kolejny.
Jeden krok do tyłu, dwa kroki do przodu
W takich warunkach doskonałe jest też Di2. Gdy na jednym ze szczytów temperatura spada do 5 stopni, moje ręce po zjeździe wyglądają jak papier, a czucie odzyskuję w nich dopiero po kilkunastu kilometrach. Zmiana przełożeń za pomocą przycisków jest po prostu wygodniejsza i nie wymaga włożenia żadnej siły. Jakkolwiek burżujsko to brzmi, gdy na dworze jest zimno, elektryka jest jedynym słusznym wyborem.
Ultegra Di2 chodzi według mnie I-DE-AL-NIE. Lepiej nawet niż o wiele droższy Sram eTAP, z którym jeżdżę na co dzień. Nie znam nikogo, kto twierdziłby, że eTAP działa lepiej niż Ultegra Di2.
Za Chiny jednak od lat nie potrafię zapamiętać, który przycisk co robi. Bo z jednej strony niby jest to logiczne, że duża wajcha zrzuca w dół, a mała w górę (albo nie jest?). Z drugiej, coś tu kłóci się z usability, skoro duża wajcha z jednej strony zwiększa kadencję, a z przeciwnej strony – zmniejsza. Poza tym, nie mam zastrzeżeń. Biorąc pod uwagę relatywnie niską cenę, jest to obecnie najlepsza grupa na rynku.
Rower jak rower, dwa koła i rama
Z powyższego opisu wywnioskować można, że Eddy Merckx EM525 Disc Endurance jest po prostu rowerem. Bez bajerów i wodotrysków, bez kontrowersyjnych rozwiązań, bez tego błysku. Pod górę cierpię przez za małą kasetę, po mieście przez zbyt duży toe overlap i coś mi w nim brzęczy na wybojach. Gdy na wyjeździe parkuję nim obok endurance’owego Bianchi Infinito oraz 6,5 kilogramowego Fuji 1.1 na eTAPie które mi towarzyszą, zwykli ludzie patrzą na tego pierwszego, kolarze na tego drugiego. Merckx jakoś tu przepada. Ładne malowanie, olbrzymie przekroje rur, które od razu krzyczą, że rower jest bardzo sztywny (i faktycznie jest, boję się myśleć, jak jeździ się na wersji performance) i nazwa zwracają uwagę tylko wybrańców. Jeśli jednak ktoś już przy nim się zatrzymuje, wiesz że to pasjonat. Pasjonat historii kolarstwa, sprzętu z krajów Beneluxu i niszowych marek.
Na dobitkę, ostatniego dnia rozładowuje mi się bateria w Di2. Dziękuję projektantom Shimano, że po rozładowaniu przednie przełożenie pozostaje na małej tarczy, a z tyłu pozostaje jeszcze jakieś 150 zmian. Zanim na to wpadam, pokonuję 30km jak na singlu. Średnia kadencja wychodzi bardzo dobra: trzymam na zmianę 120 i 40.
Jeśli chodzi o nasze testy aero w specjalnym tunelu, to tak jak na zdjęciu powyżej – wyniki sugerują, iż liczba much jest zdecydowanie mniejsza niż na Fuji oraz porównywalna (chociaż inaczej rozłożona) niż na Bianchi.
Skoro jest źle, to czemu jest dobrze?
Ten test miał mieć generalnie wydźwięk negatywny, miał być to opis najbardziej przepłaconego roweru na jakim jeździłem. No bo kurde: 31 i pół za ultegrę di2, dobre koła, dobry i bardzo wygodny kokpit oraz ramę, która w sumie niczym się nie wyróżnia? Pierwsze 100 kilometrów zastanawiam się jak to napisać, aby nikomu nie było przykro, a jednocześnie móc spojrzeć na siebie w lustrze.
Tylko że z czasem okazuje się, że jeździ mi się bardzo dobrze, a zjeżdża doskonale. Nie lubię zgadzać się z katalogowymi informacjami oraz recenzjami innych (Bikeworld oraz bikeradar – podlinkowałbym, ale wiecie: SEO ;-) ), ale… ten rower jest stworzony do zjazdów. Jest to najlepiej zjeżdżający rower na jakim jeździłem i nie wiem czemu. Gdyby tylko te hamulce łapały trochę wcześniej, odważyłbym się stwierdzić, że po raz pierwszy dużo bardziej podoba mi się jazda w dół niż w górę. Nawet w syfnej pogodzie. Po przyzwyczajeniu się do nieco większej zwinności tego roweru, jedzie się szybko i bezpiecznie. 25mm milimetrowe Continentale GP4000S II (które tak naprawdę są nieco szersze, przez co trochę śmiesznie wyglądają na obręczy, która jest minimalnie węższa) zdecydowanie w tym pomagają. Jak to się stało, że te koła ze mną przeżyły? Nie wiem, ale szanuję.
Za długie, nie czytam, powiedz jak jest
Jaki jest więc ten rower? Eddy Merckx EM525 Disc jest generalnie dobry lub nawet bardzo dobry. Królestwo jednak dla tego, kto znajdzie w tej cenie zły rower. Jeśli taki się znalazł, świadczyć to może pewnie o tym, że służył do czegoś innego, niż robił testujący. Tak jak ja jadąc z tym rowerem w czeskie góry albo katując go po Mazowszu. Do czego według mnie służy? Do ścigania, najlepiej na pagórkach, przy beznadziejnej pogodzie. Może jakieś brytyjskie gran fondo w deszczu, może belgijskie klasyki. Tak czy siak, to rower dla bardzo niewielu nie tylko ze względu na cenę. Pasjonaci będą zadowoleni, casuale będą się z nich śmiali, że przepłacili… i każdy będzie szczęśliwy.
a jeśli jeszcze bardziej nie chce Ci się czytać, to tu jest drobne podsumowanie filmowe:
Cytat: „Za Chiny jednak od lat nie potrafię zapamiętać, który przycisk co robi. Bo z jednej strony niby jest to logiczne, że duża wajcha zrzuca w dół, a mała w górę (albo nie jest?). Z drugiej, coś tu kłóci się z usability, skoro duża wajcha z jednej strony zwiększa kadencję, a z przeciwnej strony – zmniejsza. ”
I dlatego wymyślili również E-tube project…i pełną konfigurowalność… To była pierwsz rzecz, którą zmieniłem :) W XTR również :D
Ultegra Di2 rządzi na dzielni! ;]