Maj '18 07

Garmin Virb 360 – test kolarski, czyli na co to komu?

Witam Państwa w tekście o kamerce nagrywające obraz w 360 stopniach: Garmin Virb 360. Jeśli chcecie rzetelnego i obiektywnego tekstu o sprzęcie – uprzedzam, to nie jest to miejsce ;-)

 

Jesteś młodym, wykształconym człowiekiem. Umiesz postawić różne skomplikowane aplikacje, na różnych skomplikowanych serwerach, na najróżniejsze sposoby. Masz konto na Fejsie, kiedyś miałeś na Gronie i Naszej-Klasie. Idziesz z duchem czasu, ogarniasz nowinki technologiczne. Coraz częściej łapiesz się jednak na tym, że nie przekonujesz innych o wyższości Adroida nad IOSem, a argument, że przecież możesz sobie zainstalować wszystko, a każdą aplikację spiracić na zrootowanym telefonie, powoli Cię już nudzi.

Zmiana firmware’u w telefonie kiedyś Cię bawiła, teraz Ci się już nie chce. Kupujesz w sklepie urządzenie i chcesz żeby działało, a jak potrzebujesz aplikacji, to ją kupujesz za 4zł, zamiast spędzać popołudnia na okradaniu bogatych. Gdy idziesz do sklepu po telewizor, pytasz ekspedienta, na którym z nich najłatwiej będzie uruchomić Netflixa i wybierasz ten, którym steruje się za pomocą pilota z największym przyciskiem Netflix – true story. Na innych pewnie mógłbyś doinstalować Netflixową aplikację, ale dobrze wiesz, że nie będzie Ci się chiało.

 

Sytuację dopełnia moment, gdy kumpel szuka Cię na Snapchacie, a Ty patrzysz na niego jak na gimbusa, bo przecież to aplikacja dla upośledzonych, jest bez sensu i się nie przyjmie. I pewnie teraz zastanawiasz się, co to ma wspólnego z kamerą Garmin Virb 360kom, o której jest to tekst?

 

 

 

 

Garmin Virb 360?! Na co to komu?!

 

Otóż trochę ma. Garmin Virb 360 reprezentuje sprzęt i technologię, których już nie rozumiem i nie ogarniam. Mówiąc to, czuję się trochę jak ten gość z przeszłości, który pytał: po co komu Facebook, skoro jest Nasza-Klasa i wszyscy mamy na niej konto. Nie chcę popełniać tego błędu. Skontaktowałem się więc z przedstawicielem Garmin Polska i poprosiłem, o pożyczenie sprzętu na jakiś czas. Moje nastawienie do niego było widoczne już w momencie odbierania – wszyscy wiedzieliśmy, że będzie to tekst w stylu „na co to komu”. Przed Państwem kolejny, zupełnie nieobiektywny, sceptyczny i niezbyt profesjonalny test kamery nagrywającej w 360 stopniach – Garmin Virb 360.

 

Kamery tworzącej filmy, które oglądałem łącznie może przez 4 minuty w swoim życiu i robiącej zdjęcia, których prawie nigdy nie powiększam. Chyba że z drona, w niezwykłych okolicznościach przyrody… ale to inny temat.

 

garmin virb 360
garmin virb 360

 

Na wstępie chciałbym bardzo serdecznie przeprosić firmę Garmin oraz wszystkie firmy produkujące kamerki 360*, z których obraz najlepiej ogląda się w specjalnych okularach (w których np. umieszczamy telefon), ale kojarzy mi się to zawsze jednoznacznie z poniższym, kradzionym memem.

Tak też pewnie wyglądałem podczas oglądania demówek:

 

garmin virb 360

 

 

 

Technologia 360

 

Z technologią 360 jest jak z 3d. Były telewizory, był szał, ludzie kupowali, wszyscy stwierdzili, że to bez sensu, nikt tego nie używa. Dzisiaj kupić je można już chyba tylko na Allegro. Przez długi czas uważałem, że technologia nagrywania w 360 stopniach skończy tak samo. Dzisiaj nie jestem już tego taki pewny – źle podszedłem do tego tematu. Założenie jest takie, że zamiast celować kamerą, nagrywamy przez cały czas wszystko, co jest dookoła. Daje to poważne pole do popisu i otwiera nowe możliwości. Spójrzmy więc na potencjalne zyski dzięki takiemu sprzętowi.

 

 

 

Filmy akcji.

Montujesz kamerę na kasku i nagrywasz wszystko dookoła – świetna rzecz. Szczególnie w połączeniu z live streamingiem (czyli przesyłaniu obrazu na żywo), który oferuje Garmin Virb 360. Wyobraź sobie, że takie kamery umieszczone są na kaskach, albo przy ramie zawodowców na wiosennym klasyku – na przykład Paryż – Roubaix. Goście jadą, a Ty możesz się przerzucać pomiędzy kamerkami i rozglądać dookoła. Bardziej w środku zawodowego peletonu nie będziesz już chyba nigdy.

 

Ja tu sobie mogę pisać co chcę, ale fakty są proste i potwierdza to cały internet: Garmin Virb 360 jest jedną z najlepszych kamerek dostępnych na rynku, szczególnie dla osób uprawiających sport

 

I to jest super, tylko że to przyszłość. Ta kamerka jest zbyt duża i zbyt ciężka, aby w ogóle myśleć o takich zastosowaniach (no i oczywiście dochodzi kwestia baterii). Jeżdżenie z nią na kasku rowerem szosowym jest możliwe, ale powoduje wyraźny dyskomfort. Pomijając aspekty bezpieczeństwa (słynna sprawa Schumachera i jego narciarskiego wypadku z kamerą przyczepioną do kasku) – takie jeżdżenie jest zwyczajnie niewygodne.

 

garmin virb 360

 

Wiem, że filmik z Ronda byłby pewnie fajny (a dokładniej: filmik z większości Ronda, bo całe się nie nagra), ale nie odważyłbym się tak pojechać. Może i ludzie są już przyzwyczajeni, że jeżdżę z różną elektroniką przyczepioną do siebie, ale chyba nie do tego stopnia. Może gdyby zamontować pod sztycą albo kierownicą… ale wtedy znowu tracimy duże pole widzenia… z trzeciej strony, możemy obserwować minę kolarza spawającego odjazd. Sam nie wiem.

 

 

 

Stabilizacja

 

To najlepsza rzecz jeśli chodzi o nagrywanie w 360. Materiały są płynne, nic się nie trzęsie – w postprodukcji możemy łatwo ustawić, aby horyzont zawsze był poziomy albo, by kadr śledził daną postać. To faktycznie działa i jest świetne. Problem jest taki, że w kolarstwie szosowym, o którym jest podobno ten blog, jest to delikatnie mówiąc niezbyt potrzebne. Chyba, że zależy nam bardzo, aby zadek przed nami był zawsze na środku. Stabilizacja będzie tu zawsze lepsza, niż nawet w najlepszych kamerkach sportowych. (kropka) Dzięki temu pojawia się nowa możliwość:

 

garmin virb edit

Aplikacja Virb Edit jest na tyle prosta, że prawie każdy powinien ją szybko ogarnąć. Przejście z obróbką na jakąkolwiek inną, jest na tyle trudne, że prawie każdemu się odechce ;-)

 

 

Konwertowanie do płaskiego filmu

 

Powiem wprost – wolałbym Rylo (choć nigdy go nie używałem i teoretycznie nie jest bezpośrednią konkurencją VIRBa 360).

 

I to, proszę Państwa, wydawało mi się magią i przyszłością. Nie wiem, czy koniecznie na szosę, ale jako narzędzie generalnego użytku. W jednej z aktualizacji, dodana została funkcja: HyperFrame Director Mode. Coś, przez co przez długi czas marzyłem o kamerce Rylo, której cała koncepcja sprowadza się właśnie do tego, aby nagrać film w 360 stopniach, a następnie wybrać najlepsze kadry. Idea jest prosta – nagrywasz zawsze wszystko, a potem wybierasz co Cię interesuje: niezależnie od tego, czy jest to film, czy zdjęcie. Wyobraź sobie sytuację: robisz fotkę, a dopiero w domu ustawiasz, w którą stronę celowałeś obiektywem – idealnie. TO JEST PRZYSZŁOŚĆ.

 

Kamery 360* wyprzedzają nieco rzeczywistość. Oferują coś, co chwilowo traktuje się jako ciekawostkę technologiczną, ale w przyszłości… coż, sam nie wiem.

 

Przykład użycia suwaka zajebistości – efekt widać na łączeniu.

 

Udogodnienie na rowerze jest oczywiste, ale weźmy sobie takiego blogera, który robi materiał na targach rowerowych. Jeden z tych materiałów, po których organizator będzie go potem straszył prawnikami (pozdrawiam Bike Expo). Trzyma kamerę przed sobą i do niej mówi, rozmawia z ludźmi, pokazuje sprzęty. Dopiero w domu wybierze, kiedy na ekranie pokazywać się ma jego twarz, kiedy rozmówcy, a kiedy coś zupełnie innego. Nawet z dźwiękiem nie ma wtedy problemu, bo mikrofony znajdują się ze wszystkich czterech stron. Genialne… w założeniach, bo rzeczywistość przywróciła mnie na ziemię.

 

 

 

Zdjęcia

 

Już pierwsze zdjęcia z Garmin Virb 360 uświadomiły mi, że wszelkie recenzje, które mówiły o przeciętnej jakości fotek i doskonałej filmów, nie kłamały. Zdjęcia są bardzo przeciętne. Powodów jest wiele:

  1. Zdjęć nie da się w prosty sposób edytować – to znaczy da się, ale nie całkiem. Jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania obrazów z poprzesuwanymi „suwakami zajebistości”. Tutaj tego nie ma. Słynne clarity i kilka innych opcji staje się bezużyteczne, gdyż nie damy rady tak podciągnąć walorów zdjęcia, aby jego brzegi do siebie pasowały po sklejeniu. Z drugiej strony, niedoskonałość na sklejeniu jest i tak lepsza niż brak filtra ;-) Trzeba też pamiętać, że nie każdy program zapisze nam zdjęcie z metatagami, które sprawią, że będzie ono prezentowane jako 360*, a nie jako płaskie.
  2. Zdjęcia są zazwyczaj prześwietlone albo niedoświetlone. Kojarzycie taki moment na poglądzie aparatu, żeby albo widać twarz człowieka, albo to co jest za nim? Mamy do wyboru albo czarną twarz albo białe tło. Tutaj jest to uwypuklone, bo zazwyczaj jedna kamera celowała będzie pod słońcu, a druga „z nim”. Uśrednianie sprawi, że obie strony będą tak samo kiepskie i nie mamy na to wpływu.
  3. Zdjęcia niewygodnie się ogląda. Owszem, w specjalnych okularach są fajne, ale to jak oglądanie w okularach telewizora 3D. Praktycznie nigdy, pełna panorama nie była dla mnie lepsza niż szeroki kąt z GoPro (nawet jeśli nie obejmował wszystkiego, co chciałbym pokazać).

 

 

Od biedy można też oczywiście robić zdjęcia tylko jednym obiektywem i mamy takie GoPro z nieco szerszym kątem.

W robieniu zdjęć oczywiście pomagają wszystkie standardowe tryby, jak cykanie w interwałach, timelapsy, samowyzwalacze itp.

 

Garmin Virb 360 to nie jest sprzęt do robienia zdjęć.

 

Zresztą, zobaczcie poniżej, to jedno z lepszych zdjęć i prawdopodobnie jeden z lepszych widoków na Majorce. Robi wrażenie? Jako miejsce – tak, jako zdjęcie – chyba nie.

 

(zdjęcia w tym wpisie da się „przeciągać” – można się rozejrzeć dookoła, wooow ;-) Przycisk po prawej na dole w zdjęciu otworzy je na pełen ekran. )

 

I to jest poważny problem, bo owszem zdjęcia na Google Mapsy zrobimy fajey, zdjęcia wnętrz również, ale na co to zwykłemu kolarzowi? Przejdźmy więc do filmów, które robić bardzo lubię, ale nie mam czasu.

 

 

 

Filmy

 

Obiektywnie, nie ma znaczenia co tu napiszę. Jeśli szukacie kamerki 360*, chcecie filmy akcji, do których dodatkowo wkleić możecie masę statystyk jak: waty, prędkość, przewyższenia, ślad trasy, wysokość, itp. itd. – nic lepszego w tej chwili nie dostaniecie. W końcu, jeśli mamy: GPSa, Glonassa, kompas, barometr, akcelerometr i żyroskop oraz możliwość podłączenia naszych danych z pulsometru, łódki, samochodu, samolotu itp. to trochę danych jednak jest. Do tego Wifi, NFC, ANT+, Bluetooth i sterowanie głosowe.

 

Czytając specyfikację Garmin Virb 360, nasuwa się jedno stwierdzenie – KOMBAJN

 

Trochę mnie to jarało i nawet rozważałem zakup tego typu kamery. Całe szczęście, że udało mi się ją wypożyczyć, teraz już jestem pewny, że jej nie chcę. Nie dlatego, że jest zła, a dlatego, że jestem zbyt leniwy. Z Majorki wróciliśmy 3 tygodnie temu, zdjęcia były gotowe 3 dni wcześniej, wpis na kilka tysięcy słów również. Filmu, nawet najprostszego, w dalszym ciągu nie udało mi się sklecić (w momencie, gdy piszę to zdanie). Filmy wychodzą według mnie świetnie, ale problemów jest kilka:

 

 

Na przykładzie powyższego filmu widać jak ważna jest rozdzielczość (można sobie przerzucać w opcjach jutubowych). 720p do którego jesteśmy w internecie przyzwyczajeni, jest tu niewystarczające.

 

  1. Kamera potrafi kręcić w RAWach (2 osobne filmy, które potem sklejamy). Tę opcję odrzucam od razu, bo o ile edytowanie zdjęć brzmi fajnie, to zabawa z plikami o rozdzielności 5.7K, które zajmują prawie 1GB na minutę, brzmi dość ciężko. Wystarczy mi Full HD i niecałe 400MB na minutę. To dalej kolosalnie dużo. Materiał w 1080p jest po prostu brzydki. Facebook podobno opracował algorytm, który potrafi skompresować materiał o 80%, bez widocznej utraty jakości.
  2. Możliwość wyboru kadru jest świetna, ale to jeszcze więcej roboty. Myślałem, że będzie to dobra zabawa, tymczasem sprawia, że odechciewa mi się nad tym siedzieć. Jeśli ktoś lubi dopieszczać swoje materiały, będzie zadowolony – jeśli liczy na tak zwany „easy win”, czyli szybko robię – szybko wrzucam, to raczej nie tutaj.
  3. Edytowanie w dołączonej aplikacji jest bardzo proste, ale edytowanie w naszym ulubionym programie do montowania wymaga już trochę wprawy.
  4. Najsensowniejszym miejscem zamontowania kamery jest kask. Da się tak jeździć, ale przyjemność z tego nieco ograniczona.
  5. Tak czy siak, nie nagramy całego wyścigu – bateria wytrzymuje około godziny.

 

garmin virb 360

Jeśli zapomnisz wstrzyknąć metadane po obróbce zdjęcia (lub je zachować), tracisz efekt 360*.

 

Przyznaję się, jestem głupi roztargniony. Długo zbierałem się, żeby posklejać w końcu film z najlepszymi fragmentami tras na Majorce. Gdy już się do tego zebrałem, okazało się, że jest to niewykonalne. Zgrałem sobie pliki z filmami, lecz zapomniałem o danych z kamery, które trzymane są w innych plikach. Zapomniałem, bo z jakichś magicznych powodów, nie zobaczyłem ich nigdy. Niestety, aby ściągnąć materiał z kamerki, nie wystarczy wrzucić karty pamięci do kompa i przegrać klipów. Należy to zrobić bezpośrednio kablem z urządzenia, a te przerzuci nam zarówno video, jak i pliki z danymi (do ukrytego na dysku katalogu). Problem pojawia się, gdy tak jak ja na wyjazdy zabieracie jeden komputer, a montujecie potem w domu na innym. Po przerzuceniu plików pomiędzy kompami straciłem więc np. możliwość bajeranckiej stabilizacji i odpuściłem temat. Shame on me!

 

Wykonanie

 

Nie ma wątpliwości – Garmin Virb 360 to konsumencki produkt premium. Jest ciężka (180g vs 117g u GoPro 6), wodoodporna, wstrząsoodporna i sprawia wrażenie niezniszczalnej. Mało tego, to pierwsza znana mi kamera, której nie trzeba wyrzucać (tudzież naprawiać w podejrzanych punktach), gdy pęknie nam szybka od soczewki… a dobrze wiemy, że pewnie kiedyś pęknie. Garmin sprzedaje oficjalne zamienniki, które można szybko przełożyć. PIĘKNY GEST.

 

 

Najwspanialszym ze wszystkich rozwiązań jest pstryczek z boku, który uruchamia nagrywanie. Nie przycisk – przesuwany pstryczek. Koniec z rozpoczynaniem każdego ujęcia od: „ej, spojrzysz czy się nagrywa?”. Przesuwasz w jedną stronę, czekasz aż piknie – włączona i nagrywa, przesuwasz w drugą, czekasz aż piknie – wyłączona. Koniec z zastanawianiem się, czy nacisnąłeś przycisk odpowiednio mocno. Chcę taki przełącznik w GoPro! Mało tego, można szybko przełączać się pomiędzy trybami dzięki dedykowanemu przyciskowi do zdjęć, zamiast latania po menu i próby trafienia w odpowiednią opcję.

 

 

 

Garmin virb 360: podsumowanie

 

Gość narzeka na sprzęt, bo wychodzą mu kiepskie filmy. LOL

 

 

To nie jest poważny test kamerki. Okazało się, że nie jestem jej targetem. Jeśli chcecie poczytać o jej możliwościach, zobaczyć dobre przykładowe materiały i przeczytać fachowe opinie, idźcie do DCrainmakera albo na tysiąc innych stron. Ja starałem się zbadać zastosowania Garmin Virb 360 w codziennym życiu kolarza – nie vlogera (bo dla tych, będzie ona świetna). Dla mnie, nie sprawdziła się. Wyobrażam sobie jednak pewną grupę osób, dla której będzie ona prawdopodobnie najlepszą inwestycją. No bo w końcu po co celować obiektywem, skoro można nie celować i potem przemyśleć kadr w domu. W takim przypadku, nawet wywiad nagrywany z selfie sticka będzie fajny. Bo przecież materiału w 360* nikt dłużej niż chwilę nie ogląda. To w dalszym ciągu raczej ciekawostka technologiczna niż rewolucja lub nawet urządzenie przyszłości, prawda?

 

 

Dla mnie, 360* ma sens tylko do robienia szybkich zajawek marketingowych lub wycinania płaskich klatek ze sferycznego materiału. I może bym nawet tego używał, ale jednak wolę GoPro i jego rozmiary. Może kiedyś, gdy kolejna generacja Garmin Virb 360 będzie rozmiarów normalnych kamerek sportowych…

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X