Cze '18 21

Ściganie amatorów: pieniądze, a wyniki

Wszelkie opinie, wyrażone w tym poście, są czysto subiektywne i przyjmuję do wiadomości, że mogą być błędne. Jeśli nie zgadzasz się z którąkolwiek z nich, daj znać – chętnie wysłucham innej strony.

 

 

Jestę wyczynowcę

 

Dzień, w którym postanawiasz się ścigać to według mnie dzień, w którym możesz powiedzieć, że uprawiasz sport wyczynowo. Niezależnie, czy walczysz o czas, o dystans, o prędkość – liczy się rywalizacja. Walka o rezultat rządzi się swoimi prawami. Internet może codziennie zarzucać Cię informacjami, że wynik jest następstwem ilości pracy włożonej w trening, ale to oczywiście nieprawda lub prawda niepełna. Oczywiście, porównując osoby rozpoczynające swoją przygodę ze ściganiem i startujące z niskiego poziomu sportowego, dużo większa jest szansa, że ta, która poświęca więcej czasu, okaże się szybsza. To jednak szybko mija.

 

Budżet Team Sky w 2016r. to 34 milionów euro. Bora ma 4,5 mln, Trek 13mln, CCC 3,5mln. Minimalna pensja kolarza World Touru to jakieś 60k euro, Pro Continental – 36k euro (na własnej działalności).


*źródło, źródło o CCC.

 

Wynik uzyskany w zawodach, jest następstwem ogromnej ilości czynników: talentu, aktywności fizycznych w młodości, środowiska, jakości treningu, sprzętu, stylu życia, czasu, który może na sport poświęcić i środków finansowych. Jeśli nie urodziłeś się kolarzem, to choćbyś się zagiął całkowicie, pewnego poziomu nie przeskoczysz. Powiedzmy to sobie szczerze: ludzie którzy mają pieniądze (lub ich rodzice je mają i chętnie się dzielą), mają łatwiej. Świat nie jest sprawiedliwy i im szybciej się z tym pogodzimy, tym lepiej. Niesprawiedliwość zaczyna się w momencie narodzin.

Jak nietrudno się domyślić, pieniądze pomagają też wygrywać.

 

 

Skąd wziął się temat?

 


Ano z posta poniżej. Gdy wszyscy są już w głębi duszy pogodzeni z niesprawiedliwością świata, Tatra Road Race wkłada patyk w szpry… w mrowisko, zadając pytanie, o wprowadzenie limitu wagowego dla roweru w celu wyrównania szans.

 

 


Początkowo myślałem, że to dowcip, ale nie. W momencie, gdy piszę te słowa, stosunek osób chętnych do wprowadzenia limitu to 4:1 i jakieś 100 komentarzy.

 

 

Czy chciałbyś, aby Twój sąsiad miał mniej, a różnicę zgarnąć dla siebie?

 

Najpierw się dziwię, a chwilę później uświadamiam sobie, że to oczywiste – tak działa świat. Nie trzeba szukać daleko. Wyobraźmy sobie referendum: ktoś mówi, że zabierzemy pieniądze najbogatszym i oddamy je biednym i przeciętnym – prawie wszyscy są „na tak”. Albo że zabierzemy najbogatszym i przeciętnym i rozdamy je najbiedniejszym – dużo mniej osób jest „na tak”. To może zabierzemy prawie wszystkim, a rozdamy ludziom, którzy głodują w Afryce – prawie nikt nie jest „na tak”.

 

 

Wagowy limit UCI to relikt przeszłości. Maksymalne ograniczenie do wagi 6.8kg miało zapewnić bezpieczeństwo. Zbyt lekkie części (w tym te, których wagę zbijano sposobami chałupniczymi) były poważnym zagrożeniem dla zawodowców i nie ma to nic wspólnego z wyrównywaniem szans. Zawodowy peleton to wyścig ludzi i sprzętu – tak jest w każdej dyscyplinie.

 

 

Ile daje niższa waga?

 

Im podjazd bardziej stromy, tym więcej. Jeśli czytaliście wpisy o Tatra Road Race pewnie wiecie, że jeśli gdzieś jest stromo, to właśnie tam. Jest to wyścig, w którym waga roweru ma większe znaczenie niż gdziekolwiek indziej.

W internecie znajdziemy pełno stron (na przykład taka), które porównują jak masa roweru (a raczej układu kolarz-rower) wpływa na czas uzyskany na podjeździe. W ogromnym uproszczeniu można uznać, że:

 

Zwykły człowiek gubiąc 1kg, na normalnym podjeździe oszczędza około 2 sekundy na każde 100 metrów przejechane w pionie *

* (źródło)

 

Dla porównania:

Zgubienie 10% oporów aerodynamicznych (to dużo), podczas 40 kilometrowej czasówki jechanej w 50 minut, oszczędza 5 minut.

 

Czy jeśli znany jeleniogórski bloger przyjeżdża na czasówkę na rowerze za ponad 40 000, który według reklam praktycznie sam wygrywa, to jest to ok?

 

 

Czy jeśli topowe rowery aero oszczędzają kilka procent mocy, a porządne koła niewiele mniej w stosunku do zwykłych, to jest to ok? A jeśli doliczymy do tego pozycję opracowaną w tunelu, buty, kask, strój, łożyska i ceramikę, a potem jeszcze kilka innych rzeczy…

Gdzie leży granica?

 

Specialized twierdzi, że w przypadku 40-kilometrowej czasówki:

Venge ViAS z kołami Roval CLX 64 oszczędza 2 minuty w stosunku do Tarmaca z tego samego roku.

Kombinezon S-Works Evade oszczędza do 96 sekund, w porównaniu do „zwykłego”, dobrze skrojonego stroju

Kask S-Works Evade oszczędza 46 sekund w stosunku do kasku  S-Works Prevail (który kosztuje z tysiaka, ale jest mniej aero)

Buty S-Works Sub 6 oszczędzają 35 sekund w stosunku do starszych S-Worksów

Opony S-Works Turbo oszczędzają 35 sekund w stosunku do opon, których używa większość z nas: Continental Grand Prix 4000.

źródło: Leonard Zinn – wartości odnoszą się do modeli z 2016r.

 

 

 

Nietrudno się domyśleć, że wiele innych firm sprzedaje produkty, które w podobny sposób pozwalają „wygrać” czas. W przypadku Speca, jest to kosmiczne 5 minut na 40km! Strach myśleć co przyniosą kolejne lata.

 

 

Zakazać wszystkiego

 

Bo może, aby wyrównać rywalizację, powinniśmy podejść do sprawy całościowo i spojrzeć poza rowerem również na:

– plany treningowe: przecież osoby, które mogą sobie pozwolić na dobrego trenera oraz płatne aplikacje wspomagające trening, mają łatwiej
– możliwości treningu: bo ci, którzy mogą wyjechać w ciepłe kraje, mają łatwiej, a ci, którzy mieszkają w centrum dużego miasta i na swoją pętlę mają godzinę w korkach, są pokrzywdzeni. Nie mówiąc o tych, którzy pracują 12 godzin dziennie.
– dostęp do apteki: jeśli kogoś stać na picie R2 po każdym cięższym treningu, na suple, żele, BCAA i tysiąc innych rzeczy, które może pomagają, a może nie, to już na starcie wygrywa. Tak samo jak z dietą, w której dominują rzeczy, których nie spotykamy na tradycyjnych, polskich stołach.

Jeśli chcemy wyłonić kolarza lepszego (w sensie: mocniejszego), porównajmy po prostu liczby z badań wydolnościowych.

 

 

Czemu 6.8?

 

Trek Madone 7 oszczędza 25 watów przy 40km/h w stosunku do poprzedniej Madonki, mimo ramy lżejszej o 65g.

 

 

 

Dość istotnym pytanie, które nasuwa się automatycznie, jest czemu akurat 6.8kg i jakie to ma znaczenie. Temat tak naprawdę dotyczy minimalnej liczy osób i ma marginalny wpływ, bo dobrych rowerów, które w znaczący sposób oddalają się (w dół) od tego limitu, jest bardzo niewiele. Jedno jest natomiast pewne, wprowadzenie takiego limitu, zwiększyłoby odsetek rowerów z tarczami… i to akurat byłby plus. No bo przecież:

 

 

Czy 50. jest gorszy niż 1. ?

 

Myślę, że średnia waga roweru w peletonie to jakieś 7,5kg-8kg. Dlaczego więc uważamy, że różnica pomiędzy rowerem 6,5kg, a 7,2kg jest bardziej istotna niż pomiędzy 7,5kg a 8,2kg? Czy jeśli ktoś walczy o miejsce 63, to jest mniej istotnym uczestnikiem wyścigu, niż jeśli walczy o pudło? Przypominam, że mówimy tu o amatorach. A może chcemy po prostu zmniejszyć przepaść technologiczną pomiędzy rowerami?

 

 

Rzecz, której boję się napisać.

 

I tu niestety przechodzimy do tematu, którego boję się głośno poruszać. Często pojawiają się komentarze, że ważniejsze byłyby badania antydopingowe, niż zajmowanie się sprzętem. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że amator nie powinien się przejmować pilnowaniem jedzenia oraz środków farmakologicznych, które zażywa. Jeśli chcecie wprowadzać limity, kontrole, ograniczenia – skupcie się na wyścigach regulowanych. Na licencjach, mastersach i imprezach, których pilnują federacje. Amator to amator, jak sama nazwa wskazuje.

 

Doping wydolnościowy – sztuczne podnoszenie wydolności fizycznej i psychicznej zawodnika metodami wykraczającymi poza normalny, „naturalny” trening, choć w praktyce granica między dopingiem i treningiem jest często bardzo trudna do ustalenia. Ogólnie za doping uważa się metody medyczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, które zostały oficjalnie zabronione.

Wikipedia

 

 

Faktycznie, zażywanie w celu zwiększenia wydolności: testosteronu i innych anabolików, hormonów, diuretyków i innych stymulantów jest wątpliwe moralnie. Czy powinno być zakazane regulaminowo – w amatorach, pewny nie jestem.

 

Bo czy wiecie, że test antydopingowy oblać można łykając 3 tabletki w ciągu doby Acataru Acti-Tabs albo 6 tabletek Gripexu, Ibumu i podobnych? To mniej niż dopuszczalna dawka na etykiecie.

 

Nie mówiąc już o przypadkach, w których leczymy jakąś przewlekłą chorobę lub infekcję. *źródło

 

 

 

 

Badania mówią, że łykanie pseudoefedryny (czyli również leków na katar) przed 30 sekundowym wysiłkiem kolarskim w trupa zwiększyło w grupie kontrolnej średnie waty maksymalne z 1228W na 1262W oraz zwiększało pojemność płuc. 

Ile daje profesjonalny doping? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Icarus dawał pewne nadzieje, ale okazało się, że fabuła potoczyła się w nieco złą stronę. Jedno jest pewne: bez ciężkiego i poważnego treningu, nawet chemia nie pomoże.

 

Na rynku pojawia się też coraz więcej firm, oferujących terapie dożylne oraz hormonalne i zapewniające klientom całkowitą anonimowość. Spójrzmy na przykładowy Revital (oczywiście nic nie wiedzą, że tu o nich piszę) oraz jeden z ich produktów:

 

Revital Sport
Kroplówka przygotowana specjalnie z myślą o osobach prowadzących aktywny tryb życia, trenujących zarówno na poziomie amatorskim, jak i zawodowym. Nieważne, czy trenujesz przed startem w maratonie, czy przygotowujesz się do ważnych zawodów, czy też trenujesz intensywnie dla własnej satysfakcji. Każdy organizm potrzebuje odpowiedniej porcji energii i składników odżywczych do wykonania wysiłku i do skutecznej regeneracji po nim. Revital Sport pomaga zawodnikom osiągnąć maksymalną wydajność, zwiększyć siłę mięśniową i wydolność fizyczną, zmniejszyć zmęczenie i skrócić czas niezbędny do regeneracji organizmu.

 

Albo produkt jeszcze lepszy: terapia hormonalna hormonem wzrostu: link.

 

 

 

Czy to wyjdzie w badaniach? Pewnie nie – od dawna wiadomo, że jeśli używa się wspomagaczy, to wp

adają tylko ci, których nie stać na odpowiedniego lekarza.

Czy to powinno być zabronione? Wątpię. Czy to jest moralne? To nie ma znaczenia.

 

 

Marginal gains

 

Sposobów na oszczędzenie watów nie trzeba szukać daleko i nie muszą to być rzeczy bezpośrednio elementy roweru. Każdy wie, że nawet najlepszy sprzęt nie zapewni lepszych wyników, jeśli nie będzie się o niego odpowiednio dbało. Idealnie wyregulowana 105 jest w dalszym ciągu lepsza niż zapuszczona Ultegra. Jest sporo firm, które w tym pomagają. Aby wspierać lokalny biznes (który oczywiście nie wie, że o nim wspominam), należy przytoczyć tu firmę C+Ceramic.
W materiałach marketingowych reklamują na przykład specjalny łańcuch pokryty powłoką „Rocket Coating” (żywotność powłoki w suchych warunkach: 500km). Oszczędzamy 4W jadąc 250W, co przekłada się na 60 sekund na 90km czasówce. Mają też smar, który podobno może zaoszczędzić do 5W, węglowy wózek przerzutki z ceramicznymi łożyskami, kółko tylnej przerzutki i tak dalej.

C+Ceramic to lokalny odpowiednik CeramicSpeeda, który znany jest ze swoich cen i produktów, które przeciętnemu człowiekowi wydają się absolutnie śmieszne. 500 euro za kompet łożysk do kół, 1345euro za łańcuch, 800 euro za dwa kółeczka przerzutki…

 

 

Czy faktycznie tyle dają? Tego nikt nie wie. Zysk kilku watów również wydaje się mały, dopóki nie zsumujemy wszystkich benefitów zapewnianych przez wszystkie zmiany, których dokonaliśmy. 

Czy warto? To wiesz tylko ty.

 

 

Noga jedzie, nie rower

 

Uprzejmie proszę, o nieużywanie w dyskusji argumentu o tym, że to nie rower jedzie, a noga. To oczywiście prawda, bo jak ktoś jest wyraźnie mocny to i tak ze słabszym wygra, niezależnie od sprzętu. Jeśli jednak dwie osoby mają zbliżony poziom (mówimy tu o +/-5%, które jest moją różnicą między wczesną zimą, a latem), to jednak okazuje się, że jedzie też rower. I tak – schudnięcie 3kg da nam więcej niż zrzucenie 0,5kg z roweru, a trening da więcej niż ceramiczne kółeczko. Zrzucenie 0,5kg może kosztować kilka tysięcy, a może być po prostu wizytą w Toi Toi’u przed startem, ale jeśli ktoś lubi jeździć z pełnym brzuchem, jego sprawa. Na dobrym sprzęcie jeździ się po prostu przyjemniej, a sens inwestowania w niego to całkowicie osobny temat.

 

 

Czy droższym rowerem jadę szybciej?

 

Tak, jadę. Koniec tematu ;-)

Czy dużo? Zależy.

Pomiędzy rowerem za 3000zł, a takim za 7k, różnica jest bardzo duża. Pomiędzy takim za 5k, a za 10k również. Pomiędzy 10, a 15 jest jeszcze zauważalna, a potem wszystko zaczyna się lekko rozmywać. Jeździłem ostatnio niesamowitym sprzętem aero, który kosztuje pewnie z 50k. Czy przejechałbym na nim Rondo Babka szybciej niż moim 2x tańszym i ponad 0,5kg lżejszym Rose? Na pewno nie na tyle, aby zauważyli to współzawodnicy. Czy zwycięzca uciekający na solo zrobiłby to łatwiej i lepiej? Tak, zdecydowanie. Którym jeździ mi się lepiej w górach? Moim. Okazuje się, że dobrym rozwiązaniem są dwa topowe rowery – na góry i na „niegóry” ;-)

Nie wspominając tu już oczywiście zysków takich, jak na przykład przesiadka na tarcze, szczególnie jeśli porównamy je ze standardowymi hamulcami trącymi o przeciętne, karbonowe stożki.

 

 

Czy się mylę? Czy naprawdę tego chcemy?

 

I tak, jestem hipokrytą – mój rower waży mniej niż 6.8kg. Nie mam jednak problemu z obciążeniem go. Mało tego, nawet podobałoby mi się zdobycie pretekstu do założenia z przodu kamerki na wyścig. Chodzi o zasady ;-)

 

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X