Lis '19 27
kategoria: Duże podróże

Bikepacking Tajwan cz.III: logistyka, ceny i planowanie

Tajwan to prawdopodobnie jedyne miejsce na świecie, o którym można powiedzieć:

 

Jest większa szansa, że Twój rower już tam był, niż że Ty tam byłeś.

 

Nam – kolarzom, jednoznacznie też kojarzy się z wyjątkowym wydarzeniem – TAIWAN KOM CHALLENGE. Słynnym wyścigiem szosowym startującym z poziomu morza, a kończącym na 3275m n.p.m. Jakby na to nie patrzeć, 90 kilometrów wspinaczki non-stop nie jest częstym zjawiskiem. Nasz plan nie zakładał, że podczas blisko 2-tygodniowego wyjazdu na szczycie znajdziemy się 3-krotnie, ani że przeciągniemy górkę na 3417m n.p.m…

 

tajwan rower

 

Zapraszam Was do wpisu o kolosalnych górach, wielkich buddach, dziwnym jedzeniu i o tym, jak  w 11 dni spędziliśmy w siodełkach 85 godzin, przejeżdżając ponad 1200 kilometrów i pokonując blisko 25000 metrów w pionie. Po raz pierwszy w historii bloga wpis został podzielony na części. Ta opisuje logistykę i przygotowanie – tę nudną część. Jeśli chcecie mięso zapraszam do:

 

tajwan hopcycling
tajwan hopcycling

 

 

 

Czy warto jechać na Tajwan?

czyli Tajwan okiem bardzo krytycznym

 

To wbrew pozorom nie jest łatwe pytanie. Nietrudno się domyślić, że każdy, kto wraca z takich wakacji odpowiada, że oczywiście – warto. Ja nie jestem tego taki pewny. Powiem więcej – dla większości osób, z kolarskiego punktu widzenia – nie warto. To znaczy nie mogę powiedzieć: tak, jedź na koniec świata, bo to najlepsze co możesz zrobić. Tak nie jest.

 

 

i dlaczego nie

Byłem, jechałem

Jeśli interesuje Cię zwiedzanie miast, to od razu powiem: taki Tajpej to jedno z najbrzydszych miast jakie widziałem (przynajmniej w dzień). Zachód wyspy to kompleks kilku połączonych ze sobą metropolii, który strukturą przypomina naszą aglomerację śląską (nie wiesz, kiedy przejeżdżasz z jednego miasta do kolejnego), tylko nieco większe. Na przykład: Tajpej – 2,7mln mieszkańców, Nowy Tajpej – 4mln mieszkańców, Tajczung – prawie 3mln mieszkańców, Taoyuan – 2,2mln mieszkańców, Tainan – prawie 2mln. Każde z nich pełne skuterów, reklam i wielkich bloków. W połączeniu daje to kilkaset kilometrów (tak ze 300 w linii prostej) niekończącego się miasta, ze światłami upchanymi tak gęsto, jak tylko jest to możliwe. Fajnie, nie?

 

Jeśli interesują Cię niespotykane krajobrazy, to generalnie jest tak, jak gdyby na Teneryfie rozciągnąć Park Anaga na całą wyspę, w szczególności na Teide. Tylko wszystkiego jest dużo więcej i nieco bardziej egzotyczne. Za wyjątkiem najwyższych szczytów nie mogę powiedzieć, że widoki są super-unikalnymi sztosami, wartymi podróży na drugi koniec planety. W dużej mierze trzeba liczyć, że odpowiedni klimat stworzy pogoda. Tylko że na Teide też możesz być nad morzem chmur…

 

Jeśli szukasz wakacji all-inclusive z basenem i relaksem – nie wydaje się to również rozsądnym kierunkiem. Tym bardziej jeśli w basenie chcesz zostawić rodzinę, a sam wyskoczyć na 2-3 godzinną pętlę.

 

Z kulturalnego punktu widzenia wypowiedzieć się nie umiem, gdyż jak często podkreślam, jestem w tych sprawach ignorantem. Na pewno jest dużo budowli, z których porządni turyści wychodzą spełnieni.

 

No i jakby na to nie patrzeć – jest obrzydliwie daleko. Choć z drugiej strony, czy ma to znaczenie, skoro loty są i tak na noc? Czy robi dużą różnicę, gdy wylatujesz wieczorem, a przylatujesz rano (lub w odwrotnie: wylatujesz rano, przylatujesz wieczorem) w stosunku do wylotu o 12 i przylotu o 16? Tak czy siak dzień z życia wyjęty.

 

 

 

a dlaczego tak

Bo jest przyjemnie, a górek jest dużo i są wysokie. Ludzi polubić można od pierwszych spotkań, ceny są niskie, a ruch samochodowy jest przyjazny.

 

Tajwan jest 4. najwyższą wyspą świata – Wikipedia twierdzi, że na wyspie jest 165 gór (i 275 szczytów) powyżej 3000m n.p.m. Jeśli lubisz podjazdy (lub spacery) – będziesz w raju. Mimo tego najsłynniejsza trasa (a w zasadzie siatka tras) to „1” biegnąca dookoła wyspy po względnie płaskim – nie wiem jednak, dlaczego ktoś miałby nią jechać.

 

Na Tajwanie jest niewyobrażalnie dużo, idealnie równych asfaltów, na których ruch uliczny jest znikomy. Odważę się stwierdzić, że nigdzie na świecie nie ma takiego zagęszczenia asfaltowych serpentyn jak tam. To śmieszne, bo gdy na te drogi się patrzy, nasuwa się pytanie: jakim cudem i po co?!

 

tajwan drogi

 

Ludzie są wyjątkowo mili oraz pomocni. Młodzi mówią po angielsku, starsi niekoniecznie, ale zupełnie nie przeszkadza to w komunikacji. Każdy chce Ci bezinteresownie pomóc i nigdzie nie spotkaliśmy się z sytuacją, w której poczulibyśmy się jak chodzące pieniądze.

 

Mimo że miasta urodą nie grzeszą i na pierwszy rzut oka wyglądają na straszny syf, nie ma tutaj śmieci. Tak po prostu – śmieci na ulicach, chodnikach, w miastach, czy poza nimi po prostu nie ma.

 

Jest za to obrzydliwie ładnie i miło. Wszystko jest zielone, wysokie, imponujące i ma się miłe uczucie, że to coś nowego: inna kultura, inni ludzie. Taka Teneryfa, tylko wielokrotnie większa, z lekką domieszką Azorów oraz w wersji, która jeszcze Ci się nie znudziła, przez oglądanie nieskończonej liczby podobnych zdjęć u Twoich znajomych. I palmy jakieś takie inne, lepsze, a las taki, że bez maczety nie podchodź.

 

My wrócimy tam na pewno, ale my jesteśmy dziwni.

 

 


Tajwan, a drogi i życie kolarza

 

Układanie tras na Tajwanie to dramat. Możliwości jest tak wiele, że częściej podejmuje się decyzję co muszę pominąć niż co koniecznie zobaczyć. Z grubsza działa to tak: na zachodzie się nie jeździ, bo miasta; na wschodzie są klify i nadmorskie drogi, na północy pada, na południu jest ciepło i plaże, w centrum są olbrzymie góry.

 

Już na etapie planowania postanowiłem, że całkowicie odpuszczamy dolną połowę wyspy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ograniczając się do samej północy, moja lista również będzie zawierała więcej pozycji w sekcji co ominąłem niż co zobaczyłem. Cierpię bardzo. FOMO nie daje spać.

 

Przy wyznaczaniu tras koniecznie trzeba sprawdzić, które drogi są przejezdne (szczególnie w przypadku tych przecinających wyspę w poprzek) – szczegóły w kolejnym punkcie. Budowa dróg jest procesem ciągłym i sprowadza się do odbudowywania fragmentów zawalonych lawinami.

 

tajwan drogi

 

Kolarzy jest raczej niewielu, ruch poza miastami jest niewielki (a na wielu drogach znikomy), kierowcy zazwyczaj przyjaźni. Wyjątek stanowią ciężarówki oraz autobusy i w przypadku wąskich dróg należy ich przepuszczać, bo inaczej zostaniemy wciągnięci pod koła na zakręcie – to jednak sytuacje sporadyczne. Trzeba wziąć pod uwagę, że tak się tu po prostu jeździ – margines pozostawiany kolarzowi jest minimalny, tak samo jak skuterowi, tylko że kolarza łatwiej strącić.

W miastach nie istnieje również zasada lewoskrętu dla jednośladów, więc skręcając w lewo, należy skręcić w prawo, zawrócić i ustawić się przed samochodami.

 

 

Po pierwszym szoku i kilkudziesięciu pokonanych kilometrach, czuliśmy się w miastach bezpieczniej niż u nas. To co wyglądało z początku na ogromny chaos, okazało się dobrze działającym rozwiązaniem. Przepisy w miastach są restrykcyjnie przestrzegane i nie udało nam się dostrzec czegokolwiek, co przypominałoby drogową agresję. Na górskich serpentynach zdarzają się od czasu do czasu bardzo drogie i bardzo szybkie pojazdy dwu i cztero-śladowe (najczęściej Porsche).

Podsumowując: na drogach, po początkowym szoku, jest bardzo przyjemnie. Tajwan lepszy niż dom.

 

 


Tajwan: krótki komiks o drogach

 

Spojrzenie 1.

Patrzysz na mapę, myślisz: o dróg trochę jest, coś tam uda się wytyczyć – ciekawe czy starczy na dwa tygodnie wizyty.

 

 

Spojrzenie 2.

Rzućmy ludzika Google Street View: o Cie jasna Anielka – tego nie pomalujesz przejeździsz. A co tam tak z lewej świeci…?

 

 

Spojrzenie 3.

Game over.

 

 

Nasza trasa wyglądała więc następująco, i w kontekście całej wyspy była żenująco krótka, ograniczona i niekompletna. Niebieskim zaznaczyłem fragmenty, które traktowałem jako obowiązkowe, a zostały pominięte. Bordowym (im jaśniej, tym więcej razy przejechane) to, co zaliczyliśmy. Jak widać, nie ma zbyt wielu możliwości na przedostanie się w poprzek wyspy. W zasadzie podczas naszej wizyty, droga była jedna.

 

tajwan mapa rower

 

 


Tajwan: jak się przygotować, co wiedzieć?

 

Brak pieniędzy:

Po pierwsze: należy powiadomić swój bank o wyjeździe. Istnieje duża szansa, że Twoja karta zostanie zablokowana przy pierwszej próbie użycia tam. Próba kupna aparatu fotograficznego za ~3000zł udała się dopiero przy 5. karcie. Nie wiem dlaczego.

Po drugie: należy mieć gotówkę. Tylko 2 z noclegów dało się rozliczyć kartą. W 7-eleven karty przyjmują, ale w większości zwykłych sklepów i straganów już nie.

Po trzecie: Revolut nie ma takiej waluty jak Dolar Tajwański. Nie zmienia to jednak faktu, że wypłacenie nim pieniędzy w tajwańskim bankomacie, jest co najmniej tak opłacalne, jak wizyta w naszym kantorze (przynajmniej w ramach darmowego limitu – później nie wiem). Według mnie regularne wypłaty z bankomatu Revolutem są najlepszym wyjściem na posiadanie odpowiedniej ilości gotówki. W naszym przypadku dobrze działały z bankomatami Bank of Taiwan.

 

Deszcz:

Na Tajwan jedzie się jesienią lub zimą, bo w innych okresach będzie za ciepło i za mokro. Na wyspie i tak pada bardzo często, ale w ten sposób zwiększamy swoje szanse. Podczas naszej listopadowej (podobno najlepszy kolarsko miesiąc) wizyty temperatury dziennie wahały się od 20°C do 30°C stopni. W górach oczywiście jest nieco chłodniej i kilka minut po zachodzie słońca na 3200m n.pm. mieliśmy już koło 2°C.
Na północy padało prawie cały czas, na południu prawie wcale. Pogody dla całej wyspy nie ma co sprawdzać, bo jest zbyt różna, a radary pogodowe często się mylą, bo traktują gęstą mgłę jako deszcz. Zasada jest taka, że rano jest raczej ładniej niż po południu.

 

Język

O ile w miastach część miejsc podpowiada nieco zwykłymi literkami, to w większości jedzeniowych budek używany jest tradycyjny, chiński alfabet. Tłumaczenie Google Translatorem na żywo z kamerki działa śmiesznie, ale wystarczająco. Nie wyobrażam sobie, jak użylibyśmy bez niego np. pralki. Ułatwia on też kontakt z wieloma osobami, jeśli chcemy otrzymać dokładną odpowiedź. Lokalsi translatora używają dobrze i potrafią swoje pytania, przeczytać po angielsku z telefonu. Komunikacja w XXI wieku jest prosta. Poza tym język migowy działa również dobrze, bo widać, że druga strona też się stara.

 

Śmieci:

Na wyspie nie działa coś takiego jak śmietniki. Po prostu ich nie ma. Jeśli zjesz batonika i musisz pozbyć się opakowania, pozostaje czekać na pojawienie się 7-eleven. Duża atrakcją są śmieciareczki, które przemieszają się wraz z melodyjką na wzór ciężarówek Family Frost. Niczym dziwnym nie jest na przykład śmieciarka, grająca „Dla Elizy”. Pomimo braku śmietników, śmieci na drogach po prostu nie ma.

 

Drogi:

Jeśli chcesz mieć trasę zaplanowaną z góry, sprawdź dokładnie drogi. Co ciekawe, w naszym przypadku dużo bardziej aktualne okazały się Strava oraz Ride with GPS niż Google Maps. Tam gdzie Google puszczały nas przez góry, Strava mówiła, że drogi nie ma… i faktycznie jej nie było. W centrum wyspy wschód z zachodem łączą tylko 3 drogi, dwie z nich okazały się, podczas naszej wizyty, nieprzejezdne. Remont potrwa kilka lat. Początkowo wydawało mi się to dziwne, ale wystarczy kilka kilometrów, aby zrozumieć, że budowanie jakiejkolwiek drogi przez te góry, to czysta abstrakcja.

 

Przez nieprzejezdne rozumiem naprawdę nieprzejezdne. To nie Gran Canaria, że da się przejść po ścianie z rowerem na plecach.

 

Jeśli nie masz pewności, czy droga jest przejezdna, mam pewną sugestię. Ja w takich przypadkach szukam segmentu na Stravie gdzieś w okolicy, sprawdzam ostatnie przejazdy tym segmentem i albo widzę, że ktoś nim niedawno jechał, albo pytam o nią w komentarzu pod aktywnością, która odbywała się w pobliżu. Działa w 100%.

 

 

Wszystko jest trudne:

W planowaniu czegokolwiek na Tajwanie wszystko jest obrzydliwie trudne. Szukasz odpowiedzi, czy da się jechać pociągiem z rowerem, dostaniesz kilka: że się da; że się nie da; że się da, ale się nie zmieścisz, bo tłok; że tylko w pokrowcu; że tylko niektórymi. I faktycznie tak jest, ale to nie ma znaczenia. Jak już zjawisz się na stacji, to nawet jeśli obsługa nie mówi słowa po angielsku, wszystko Ci wyjaśni (nic nie zrozumiesz) i wszystko sama załatwi. Tajwańczycy są ekstremalnie przyjaźni i pomocni, a przy każdym ich tłumaczeniu, będziesz czuł się jak tłumok, bo powtarzają wszystko zbyt wiele razy. Potrafili nam na przykład przez 2 minuty tłumaczyć jak działa zamek w drzwiach: Że raz przekręcasz, ok? Potem, że drugi raz przekręcasz, ok? Że z zewnątrz się samo zatrzaskuje, ok? Że tu jest domofon, ok? Że spróbuj sam, ok? Że klucz się tutaj wsadza, ok?. Jeśli więc czegoś nie umiesz zdalnie zaplanować, zostaw to, na miejscu ktoś Ci pomoże.

Gdy pytaliśmy o podwózkę autostopem na parkingu, to już po pierwszym pytaniu rodzina, która nie mogła nam pomóc, sama chodziła po parkingu i zadawała to pytanie po chińsku.

 

 

Z drugiej strony, nie ma też czegoś takiego jak „nagięcie przepisów, bo jesteś turystą” – jeśli czegoś nie wolno, to nie wolno. Lokalsi Ci pomogą, ale bez robienia wyjątków, o czym boleśnie przekonaliśmy się już pierwszego dnia na lotnisku.

 

Wszystko to sprawia, że Tajwan jest jednym z najbardziej przyjaznych miejsc, które odwiedziliśmy. Do kompletu, dodajmy fakt, że od drugiego dnia rowerów nie przypinamy już nigdzie i czasem zostawiamy je nawet na noc, oparte pod blokiem (tak po prostu, przy wejściu, nieprzypięte), mimo że pewnie nie byłoby problemu, z wniesieniem ich do środka. Nikt tu nawet nie bierze pod uwagę, że mogłyby zostać skradzione.

 

Psy – zabójcy:

Na Tajwanie jest dużo psów. Są one albo przywiązane krótkim łańcuchem gdzieś pod domem lub leżą na środku drogi. Każdy z nich wygląda, jakby spotkanie z nim miało być ostatnim w naszym życiu. Taki wzrok wygłodniałego, walecznego, bezdomnego psa, który z oddali patrzy Ci prosto w oczy i czeka aż się zbliżysz na odpowiednią odległość.

 

tajwan pies

 

Statystycznie, spora część z nich nie ma z nieznanych mi powodów jednej łapy. Przez całą naszą trasę spotkaliśmy tych psów setki – szczekały na nas dwa, biegł za nami jeden – wynik lepszy niż w Polsce. Z obserwacji powiedzieć mogę jedynie, że psy bezpieczniej omijać przodem niż tyłem – jesteśmy wtedy całkowicie ignorowani.

Miradory:

Tajwan to koszmar fotografa. Prawie wszystkie górskie widoki ukryte są szczelnie za ścianą drzew. W miejscach, w których w normalnym kraju byłoby utworzony specjalny mirador – parking dla turystów z widokiem na okolicę, tutaj są drzewa. A drzewa rosną tu murem. Jakbyś się starał to aparatem się przez to nie przebijesz, a w krzaki wejść strach od dnia kiedy po raz pierwszy zobaczysz dużego węża lub dużego pająka. Punktów widokowych mogłoby tu być milion, a jest kilka.

 

7-Eleven:

To sklep, który jest wszędzie i ma wszystko. Są kuchenki, ciepłe jedzenie, śniadania, kolacje, darmowe wifi, miejsce do jedzenia i prawdopodobnie każda rzecz, której możesz akurat potrzebować: od powerbanka, przez kabelki po tabletki. 7-Eleven ratuje życie i musisz to zapamiętać. 7-Eleven jest jak Biedronka z budką kebabową i Żabką w jednym.

 

tajwan jedzenie

 


Przydatne linki:

Podstawowe:
Pogoda (i trzęsienia ziemi) na wyspie – bo „globalna” pogoda dla wyspy się nie sprawdza.
Wielkie, lokalne forum – dział o rowerach

dodatkowe:
Grupa na Facebooku: Taichung Bike Ride – lokalne ustawki, ale można o coś awaryjnie podpytać
Grupa na Facebooku: 騎單車去露營 Bikepacking 101 – 單車旅行,露營,探險,挑戰訊息分享!– duża grupa o bikepackingu
Wpis o wyprawie dookoła wyspy
Wpis o trasach na wyspie
Mapa oficjalnych tras rowerowych na wyspie (według mnie – unikać)
Wpis o najlepszych trasach na wyspie (według mnie – niekoniecznie)
Wpis na forum o najlepszych trasach na wyspie

 

 


Pieniądze, czyli ile kosztuje kolarska wycieczka na Tajwan?

w wersji pół-cebula

 

Ceny lotów:

 

loty – dobra cena za rozsądny (łączny czas do 20h) lot z rowerem z Warszawy do Tajpej to okolice:

Lecimy AirFrance z krótką przesiadką w Paryżu: 2500zł
(powinno to kosztować 1700zł + 800zł za rower(!) )

 

Ceny noclegów:

 

Jeśli chodzi o noclegi, przyjmujemy zasadę: tanio, ale godnie, czyli da się zarówno taniej, jak i drożej. Każdy z noclegów jest godny polecenia (choć niektóre były dość małe powierzchniowo) – czysto i rozsądnie. Zazwyczaj był to po prostu duży pokój z 2-4 łózkami lub hotel ze śniadaniem, miejscami na rower i dobrą lokalizacją. Szczegóły w konkretnych opisach per dzień. W większości z nich dostępne były ręczniki, klapki i środki higieny, wliczając pastę do zębów i jednorazowe szczoteczki.

Mono Hostel, Tajpej – 325zł
Mono Hostel, Tajpej – 325zł
Long Men Ke Zhan, Jiufen – 311zł
TG Hostel – stay together, Taizhong – 196zł
Travel Life B&B, Shuili – 281zł
Fenchihu Street Hotel, Fenchihu – 276zł
Wen Shan, Yuchi – 256zł
Carl Town Loft Hotel, Ren’ai – 460zł
My happiness baking room, Shunan – 276zł
J House, Puli – 343zł
Quan Ming B&B, Dahu – 238zł (2 osoby)
miniinn, Tajpej – 249zł

 

12 nocy dla 4 osób: 3,500‬zł
łączna kwot na osobę: 875zł
średnia kwota za osobo-noc: 73zł za osobo-noc

 

Ceny jedzenia:

 

Generalnie ceny jedzenia są na Tajwanie bardzo zbliżone do polskich, różnicą jest to, że bardzo łatwo trafić jedzenie bardzo tanie. Pomagają w tym rozsiane wszędzie 7-Eleven, w których gotowe dania (przypominające nieco te od „pana kanapki” w biurowcach), podgrzane i zjedzone na miejscu są całkiem niezłe i nie przekraczają zazwyczaj 10zł. Wybór zaczyna się od „ekskluzywnych zupek chińskich” w kartonikach za kilka złotych, do pełnoprawnych pudełek obiadowych w cenach 7-15zł. Za 20zł jesteśmy w stanie zjeść duży i dobry obiad składający się z zupy, drugiego dania oraz deseru. Do tego kanapki za kilka złotych, trójkąty ryżowe przypominające sushi i sprawa załatwiona. Dla chętnych w każdym ze sklepów są też dostępne jajka gotowane w herbacie – taki duży gar, z którego można je samemu wyłowić.

 

tajwan jedzenie

 

Turbo-cebulaki mogą zjeść w 7-evelen mocno sycący posiłek składający się na przykład z ciepłych batatów, jajek gotowanych na miejscu w herbacie oraz orzechowego mleka ryżowego i zamknąć to spokojnie w 10zł.

 

tajwan jedzenie

 

Ceny w zwykłych lokalach oraz nocnych marketach (czyli takich wieczornych, jedzeniowych targach z żarciem robionym na stoiskach) to zazwyczaj kilka do kilkunastu złotych za posiłek.

 

W zasadzie prawie wszystko ze straganów i tak smakuje smażonym olejem albo tofu i herbatą, więc nie ma dużego znaczenia, co się zamówi. Jedno jest pewne:

 

Jeśli jesteś wegetarianinem i nie pasuje Ci jedzenie batatów przez cały wyjazd, to umrzesz z głodu.

 

Dla wegetarian najważniejsza informacja to fakt, że mięso to dwa wieszaki w szafie: 肉

 

tajwan jedzenie

 

Podsumowując: koszty zbliżone do naszych, gdy człowiek żywi się w „tanich chińczykach”. Jako że wakacyjna dewiza to ride, eat, sleep, repeat – średnie dzienne wydatki, biorąc pod uwagę, że na ruch szło sporo jedzenia i słodkości (średnie dzienne zapotrzebowanie na poziomie min 5000-6000kcal):

 

dużo jedzenia na osobę: okolice 100zł / dzień

Sprzęt i serwis:

 

Wymiana pękniętej linki hamulcowej „na poczekaniu” – około 100zł
Wymiana przerwanego kabla od Di2 „od ręki” – około 130zł
Smarowanie łańcuchów, centrowanie koła, wykręcenie i naprawa krzywo wkręconej sztywnej osi – „ilekolwiek”, bo nie chcieli pieniędzy

 

tajwan serwis rower

 

Sprzęt elektroniczny, ku naszemu zaskoczeniu, mnie-więcej tyle co u nas. Np. koszt aparatów fotograficznych (który musiałem awaryjnie na miejscu kupić) to dla (różnych wersji) Sony RX100 oraz Panasonica LX100 z grubsza tyle samo, za Canon G5X II, na którego się zdecydowałem około 25-30% mniej, ale bez europejskiej gwarancji.

podsumowując: jak u nas

 

Transport

 

Cena taksówki „w terenie” – za 35 kilometrów (2 osoby + 2 rowery) pokonanych w ponad 40 minut zapłaciliśmy około 150zł
4-osobowy Uber w Tajpej – 8.55 km | 20 min: 30zł
4-osobowy Uber w Tajpej – 8.90 km | 17 min: 37zł
4-godzinny przejazd lokalnym pociągiem człowiek+rower z Ruifang do Taichung (jakieś 200km) – 60zł
przejazd pociągiem z Tajpej na lotnisko: 20zł

Internet

 

15 dni nielimitowanego internetu (dostępnego prawie wszędzie) i trochę minut do dzwonienia – około 90zł. Kupić udało nam się jeszcze zanim przeszliśmy na lotnisku w Tajpej – człowiek na miejscu pomaga przełożyć kartę i sprawdzić czy działa.

 


W SUMIE:

szacowany koszty wyjazdu na Tajwan (12 dni, 12 nocy – noclegi, transport, jedzenie) to:
-> niecałe 5000zł na osobę <-

 


 

 

Tajwan – przygotowanie do wyjazdu:

 

Rowery bierzemy w kartonach, które na miejscu wyrzucimy. Jedziemy z naszymi szosami, co nie jest optymalnym pomysłem, bo zdecydowanie lepiej mieć hamulce tarczowe, a sam bikepacking dużo wygodniejszy byłby jednak na oponach w okolicach 30mm. Choć słowo bikepacking jest tu nieco na wyrost, uprawiamy chyba coś, co nazywa się credit card touring, jak się niedawno dowiedziałem. W podsiodłówki i podramówki bierzemy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, a noclegami klepiemy na Bookingu. Dwukrotnie próbujemy użyć Airbnb i dwukrotnie kończy się to na rezygnacji i zgłaszaniu oficjalnej reklamacji – zdaje się, że lokalsi niezbyt dobrze sobie radzą z tą aplikacją, co zostawia nas trochę w polu.

 

tajwan rower

 

Całość trasy przygotowana była z góry. Jeśli chodzi o noclegi, klepnięty mieliśmy tylko pierwszy, w Tajpej. Całą resztę rezerwowaliśmy codziennie z kilkugodzinnym wyprzedzeniem. Na mapie zaznaczyłem sobie jedynie miejsca newralgiczne, bez noclegów. Plan został zmieniony dzięki temu już 3. dnia.

 

Lista rzeczy w kilkukilogramowym bagażu na Tajwan to:

ciuchy cywilne, w których jedziemy:
długie spodnie z odpinanymi nogawkami (sztos!) + koszulka + skarpetki + majtki + bluza kolarska + buty spd

do tego cywilne rzeczy w bagażu:
dodatkowe dwie koszulki cywilne, trzy pary skarpet, dwie pary gaci, 2 staniki i pidżama (tylko u Pandy), buty do chodzenia w morzu (bo małe i lekkie – jako cywilne).

ciuchy rowerowe:
3x koszulki kolarskie, 2x spodenki, kurtka ultralight, rękawiczki wodoodporne, 2 podkoszulki, nogawki+rękawki, buff, rękawiczki krótkie, czapeczka

akcesoria:
składany plecaczek z Decathlonu (ten nowy, wodoodporny, 20l), klapki na oczy, kosmetyczka, ręcznik, kaski, okulary, dokumenty, mapa papierowa

przenośny serwis:
łatki, dętka, pompka, hak przerzutki, multitool ze skuwaczem, spinka, łyżki

elektronika:
kable, powerbank, lampki, ładowarki+przejściówki na 110v, aparat duży, aparat mały, gopro, liczniki

 

Na szczególne wyróżnienie zasługują:

Pożyczony Garmin 530 – Garmin jak Garmin, ale nowa funkcja dzielenia trasy na kolejne podjazdy wraz z ich opisem to według Pandy prawdziwy gamechanger. 

Pożyczone (a może raczej zasponsorowane) okulary z lusterkiem wstecznym TriEye, to produkt według mnie niszowy, ale na ten akurat wyjazd sprawdziły się doskonale… po dość długim czasie potrzebnym na przyzwyczajenie się do nich.

Soczewki miesięczne (w tym przypadku Air Optix Night & Day Aqua) to jest super-hiper-sztos i król wszystkiego. Wsadzasz do oka i zapominasz na miesiąc, bez wyciąganie nawet w czasie snu. Geniusz komfortowy na takie wyjazdy.

Spodenki od Przema – Eroe: można się z przemekzawada.com w wielu kwestiach nie zgadzać (służę argumentami), ale jak mówi, że to są najlepsze bibsy świata, to ma rację. Kropka.

 

Myślę, że powyższy zestaw był optymalny komfortowo i wagowo.

 

 

TL;DR: Czy jechać na Tajwan?

 

Jeśli chodzi o mnie, Tajwan zapamiętuję jako 9/10. Może niekoniecznie ze względu na widoki, ale jako całość. Brak stresu i nerwów, mili i pomocni ludzie, ilość, jakość i różnorodność tras na rower i rozsądne ceny. Całość nie wychodzi WYRAŹNIE drożej niż 2 tygodnie na Teneryfie, gdybyśmy chcieli przerzucać się między hotelami.

 

Czy Tobie mogę z czystym sumieniem zarekomendować Tajwan? Niekoniecznie. Jest masa innych, znacznie bliższych miejsc, w których widoki będą znacznie bardziej imponujące. Takich, w których lokalsi przewidzieli obecność turystów i miradory gotowe na instagramowe zdjęcia porozrzucane są na każdym zakręcie i z których zrobisz jedyne-prawilne zdjęcie. Takich, w których legendarnych podjazdów jest obok siebie dużo i będziesz mógł opowiedzieć znajomym: byłem na tym i na tym i na tamtym. Takich, o których będziesz z tymi znajomymi mógł potem rozmawiać, bo wszyscy je znacie na pamięć – ze zdjęć z czasopismach, z wyścigów, z wakacyjnych fotek na Facebooku.

 

tajwan

 

Tajwan traktuję jako miejsce dla osób, które chcą czegoś nowego. Które zamiast wykonać trening lub szukać 2-3 godzinnej pętli spod domku z basenem przy plaży, wolą odkrywać. Jeśli więc wybierasz się z rodziną, którą planujesz wakacyjnie usadowić, a sam chwilę pojeździć – wybierz coś innego. No chyba, że bardzo zależy Ci na pokonaniu owianego legendami Taiwan KOM Challenge – wtedy warto. W zasadzie to warto nawet tylko po to, aby pojechać tam, przejechać tę trasę i wrócić ;-)

 

My wrócimy na pewno, za dużo mnie tam ominęło.

o autorze:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X