Mar '19 01

Rzeczy najlepsze, miejsca najpiękniejsze, rowery najszybsze

 

Mam takiego kolegę co na wszystko odpowiada „to zależy”. Jest to najlepsza odpowiedź, jakiej można udzielić na 96% pytań zadanych w internecie. Pozostałe 4% pytań zadana została odpowiednio, dlatego są za długie, aby chciało mi się je czytać.

 

Idzie wiosna – łatwo to poznać. Dzień jest coraz dłuższy, na trawniki powracają psie gówienka, a na fejsbuku pojawia się coraz więcej pytań związanych ze sportem: co kupić, gdzie jechać, jak żyć. Dzień, w którym nie obudzi mnie wiadomość z zapytaniem „Garmin czy Wahoo” to dzień stracony, a ja tak bardzo nie wiem, co odpowiedzieć – mimo że używałem obu. Spać potem nie mogę, bo się zastanawiam. Szanuję sprzedawców, którzy potrafią prosto w twarz odpowiedzieć: TO jest lepsze. Świat dzięki nim jest lepszy, ludzie są szczęśliwsi… nawet jeśli była to nieprawda. Przyznaj się – lubisz czytać pozytywne recenzje produktów, które już kupiłeś.

 

Napisałem kiedyś taki tekst: Jaki rower kupić? Najczęstsze pytanie kolarza. Półtora roku później taki sam tekst napisał Przemek Zawada: Więcej sprzętu niż talentu, czyli jaki rower kupić? (badam-tsss) Nie musicie klikać w ten linki – oba teksty mają dokładnie ten sam wniosek – rower trzeba kupić ładny. Z perspektywy czasu, ta odpowiedź była błędna… a może nawet nie tyle błędna, co niedokładna.

 

Bo w życiu nie chodzi o to, aby kupować rzeczy najładniejsze, a te które NAM się najbardziej podobają tudzież, mówiąc jeszcze dokładniej, najbardziej nam pasują. Dlatego od dłuższego czasu nie było na tym blogu testu żadnego sprzętu. Dlatego też w dużej mierze, od dłuższego czasu patrzę przez palce na wszystkie opinie w internecie, nawet te najbardziej obiektywne. Czytam opinie negatywne i pozytywne i zastanawiam się, czy faktycznie są to dla mnie wady i zalety. Może gdyby takie testy częściej opisywały długotrwałe użytkowanie – ale kto będzie czytał opis starego sprzętu?

 

Czy jeżdżę na rowerze Rose dlatego, że jest najładniejszy? No zdecydowanie nie, to rower najczarniejszy z czarnych, najnudniejszy z nudnych. Czy jest najlepszy? Na pewno nie. Czy w tej cenie mógłbym kupić inną 6.5kg szosę na eTapie 3 lata temu? Wątpię. To był po prostu złoty środek możliwości finansowych, estetyki i wymagań technicznych – rower idealny dla MNIE. I tak niestety jest ze wszystkim. Dlaczego niestety? Bo nikt nie odpowie nam na pytanie co będzie dla Was najlepsze.

 

 


Najlepsze miejsce na rower?

 

Według mnie? Sao Miguel, Azory.

Wiecie ilu rowerowym znajomym poleciłem taki cel wakacyjny? Nikomu. Dlaczego? Nie ma epickich podjazdów, równych asfaltów, infrastruktury kolarskiej, kawiarni żeby przycupnąć, czy nawet sklepów, aby nie umrzeć. Mimo tego, odnaleźliśmy tam spokój i widoki jak nigdzie indziej.

 

 

Czasem ktoś mnie pyta gdzie mieszkać na wakacjach – weźmy taką Gran Canarię, bo to dobry przykład. Południe to lepsze drogi, lepsza pogoda, bardziej sprawdzone trasy, lepsza infrastruktura kolarska, a co za tym idzie – 86 razy więcej kolarzy. Zdecydowaliśmy się więc na północ – to była przygoda. Gdybyśmy jechali ponownie – znowu atakowalibyśmy północy. Gdybym ją polecił znajomemu, prawdopodobnie resztę życia spędziłbym klikając przycisk „mowa nienawiści”.

 

Sztuką jest umiejętne wyciągnięcie z takich relacji informacji, które nas interesują: nawierzchnie, udogodnienia, widoki, atrakcje, koszty i skonfrontowanie tego z tym, czego MY oczekujemy.

 

 


Najlepszy rower?

Byłem w zeszłym roku na premierze nowego Speca, który podobno jest najlepszym rowerem świata (a nawet jeśli nie, to nie mam argumentów, aby mówić, że nie jest). Coś we mnie pękło. Bo wracam, a ludzie mnie pytają: „no i jak jeździ?”… a ja nie wiem co odpowiedzieć. Mówię, że „no jeździ, czarny taki, fajny nawet, ale koła dla mnie za wysokie i pozycja w testówce jakaś dziwna była”.

Nauczyłem się ignorować ludzi, którzy twierdzą, że tarczówki są bez sensu, że rowery elektryczne to oszustwo, że składany rowerek za 7000zł to jest jakiś absolutny bezsens. Tarczówki się ludziom przydają, elektryczne rowery zapewniają przygody ludziom, którzy nie spędzają zimy sapiąc na trenażerze w piwnicy, a przepłacony składak jest najlepszym rowerem jaki miałem i jeszcze nigdy nie widziałem tak szerokiego uśmiechu na twarzy Pandy!

Naprawdę ciężko jest wtopić, kupując rower sprawdzonej marki. Łatwo jest za to przeczytać recenzje, które wciągną Cię w sprzęt, który dla recenzującego ma sens, a dla Ciebie jednak nie. Na przykład taki zbyt wyścigowy albo za szybki – takie wyglądają przecież lepiej i recenzje też mają lepsze.

 

 

Zasady Velominati mówią coś o braku podsiodłówek, odwróconych mostkach, cierpieniu, długości skarpetek i czasami ludzie zapominają, że do pewnych rzeczy należy podchodzić z przymrużeniem oka.

Gdybym kierował się opiniami ludzi w internecie, nigdy w życiu nie kupiłbym Bromptona (składak w cenie szosy na DI2?! Tylko debil to kupi). Chyba że trafiłbym na blogi osób, które faktycznie Bromptona mają i używają na co dzień.

 

Sztuką jest zrozumienie, do czego tak naprawdę chcemy używać roweru i takie dobranie budżetu, aby jazda na nim nie powodowała większej ilości stresu niż przyjemności.

 

 

 


Aparat na rower, czyli skąd to się wzięło?

 

Czasami łapię się na tym, że potrafię tygodniami zapętlić się w poszukiwaniu najlepszego sprzętu. Jestem pasjonatem fotografii, amatorem. Nie żebym potrafił robić zdjęcia lub umiał ocenić, czy są dobre. Mogę za to godzinami czytać o technicznych nowinkach, oglądać recenzje sprzętu, słuchać o nieistotnych różnicach i przeglądać galerie. Może dlatego, że fotografia to temat przekrojowy, dotykający każdego aspektu życia. Tak jak rower, którym w zasadzie nie jeżdżę dla faktu jeżdżenia, a bardziej dla oglądania rzeczy i przeżywania przygód.

Używam na rowerze kilku aparatów. Moim ulubionym jest 5-letni kompakt, o efektywnej liczbie pikseli jak w moim 3-letnim telefonie. Jest delikatny, nie mieści się w kieszeni, ma niewielkiego zooma, a do tego jest przepłacony tylko dlatego, że ma inne logo. Gdyby ktoś mnie zapytał czy polecam, powiedziałbym, że to najgorszy wybór z możliwych. Tak obiektywnie, nie nadaje się zupełnie. 

Ostatnio zepsuł mi się po raz 3. w ciągu roku. 2 tygodnie czytałem na co go wymienić, bo naprawy nie są tanie. Inne były poręczniejsze, nowsze, lepiej uszczelnione… ostatecznie naprawiłem go po raz kolejny. To było zupełnie bez sensu.

 

 

Żyjemy w czasach, w których ŻADEN współczesny aparat nie będzie zbyt słaby na robienie zdjęć na rowerze – nawet taki w telefonach średniej klasy. Poza tym, jest jakieś 99,6% szansy, że jeśli jesteś w ładnym miejscu, ktoś już w nim był i zrobił ten widok lepiej. Te wszystkie slow-mo przerywniki we vlogach pokazujące kołyszące się źdźbło trawy na wietrze, ocean z lotu ptaka, rozbijającą się fale – są wszędzie, widzieliśmy to tysiąc razy. W robieniu zdjęć chodzi o to, aby upamiętnić moment, więc aparat musi być pod ręką lub aby sama czynność cieszyła, więc aparat musi dawać radość z robienia zdjęcia.

 

Nagrywanie ładnych rzeczy jest fajne, ale jeśli nie ma nas na nich, to ogląda się je pewnie tak samo często, jak nagrania fajerwerków w Sylwestra lub pokazu fontann w Barcelonie.

 

 

Używam też Sony RX0. Jeśli poczytacie recenzje okaże się, że jest to prawdopodobnie najbardziej nieużyteczny sprzęt w historii firmy Sony. Nie sprawdza się nigdzie, poza profesjonalną produkcją filmową, przy użyciu 15 takich samych urządzeń nagrywających na raz. Tylko że mi się sprawdza. Mimo 1-calowej matrycy robi zdjęcia niewiele lepsze od mojego Samsunga, ciemny i stały obiektyw sprawia, że można zapomnieć o zdjęciach po zmroku, a cena powoduje, że lepiej kupić dobry telefon. Tylko, że jest wszystkoodporny, zajmuje mi 1/4 kieszeni w spodniach, a dwa guziki i błyskawiczne działanie sprawiają, że w czasie jazdy potrzebuję jakichś 3 sekundy, aby go wyciągnąć z kieszonki, włączyć, zrobić zdjęcie, wyłączyć i schować. Wykonanie tej samej czynności popularnym GoPrem zajmuje tak ze 3 razy dłużej.

To znaczy inaczej: zdjęcia pewnie robi dużo lepsze niż mój telefon, ale dostrzeżenie tego wymaga zdecydowanie więcej czasu niż przeciętny użytkownik internetu poświęca na przyjrzenie się jednemu ujęciu.

 

Jak ktoś Ci mówi, że sprzęt jest praktycznie dla nikogo, sprawdź ,czy nie mieścisz się w grupie „praktycznie nikt”.

Mam też GoPro

Umówmy się, prawie każdy ma GoPro lub jest xiaomiński odpowiednik. To najbardziej uniwersalny sprzęt, ale:

 

 

 


Kupowanie marzeń, efekt GoPro

Masz tak czasem, że chciałbyś sobie coś kupić? Drona, GoPro, gravela, torby bikepackingowe, licznik z kamerką? Naoglądałeś się w internecie rzeczy, które tym sprzętem robią i myślisz sobie: ale będę robił! Będę hardkorem, będę robił rzeczy, zdobędę fejm, splendor, chwałę i followersów. No i jasne: bardzo dobra jakość ułatwia zrobienie bardzo dobrego materiału. Tylko w XXI wieku na nikim to już prawie nie robi wrażenia i w zasadzie nie robi mi różnicy, czy oglądam materiał z ciekawej wyprawy nagrany Samsungiem S7, czy kamerą RED. Mało tego, łatwiej mi się identyfikować z tym gościem od Samsunga, a i materiał z niego będzie dla mnie bardziej przyziemny.

 

 

To jest rzecz, której najbardziej bałem się przy kupnie składaków – Bromptonów. Naoglądałem się ludzi jeżdżących po świecie z plecakami i bagażami, zdobywających Stelvio, okrążających Japonię i pomyślałem: też tak chcę – kupię Bromptona. Tym razem się upiekło.

 

Im bardziej czytam o danej rzeczy, tym bardziej jej potrzebuję. Im bardziej wyobrażam sobie posiadanie tej rzeczy w sytuacji, do której jej potrzebowałem, tym bardziej myślę, że nie chciałoby mi się jej używać…

 

Codziennie rano, w pracy kupuję nowe rzeczy. W poniedziałki (gdy piszę ten post) jest to zazwyczaj nowy aparat. Zaczynam od Sony RX100 VI, bo ma fajnego zooma i obiektywnie (poza ceną) jest najlepszym aparatem na rower, jaki można kupić. Potem przechodzę do Panasonica ZS100, bo tańszy i dłuższy – zdjęcia z zoomem to przecież zawsze WOW. Potem stwierdzam, że może zaszaleć czymś lepszym, bo podczas czytania oglądam też te wszystkie ładne zdjęcia oraz opinie ludzi mówiące o wyższej jakości czegoś innego. Może bezlusterkowiec z obiektywami i pancake’iem na rower. Potem się zastanawiam, co ja będę pstrykał i jak to będę nosił. Potem stwierdzam, że wszystko bez sensu, mój jest fajny, a dzień się kończy i idę do domu.

W domu czeka Panda, która już 2 miesiąc nie rozstaje się z miarką, dokładnie wymierzając, czy zmieści nam się fotel, w którym będzie czytać książki. Opowiada mi jak to będzie siadać w fotelu, z kubkiem herbaty i czytać we wszystkie książki, których nie kupuje, bo przecież nie ma fotela. Nie mam serca jej powiedzieć, że przecież czyta na Kindlu i w zasadzie tylko w drodze do pracy. Czeka też pewnie 10 pudełek z Zalando, z których statystycznie 9,5 zostanie odesłanych, bo „fajne, ale po co”.

 

Od dobrych dwóch lat kupuję tak drona, żeby mieć fajne fotki (na każdej przejażdżce mówię sobie potem: na pewno bym go dzisiaj nie zabrał), dyktafon żeby robić moje wymarzone audiobooki (potem stwierdzam, że da się telefonem, a i tak tego nie robię), sprzęt, dzięki któremu będę lepszym kolarzem i tak dalej…

 

 

Zbyt często kupuje się marzenia zamiast faktycznego sprzętu. Dzień, w którym odkrywasz, oglądając swój pierwszy film nagrany GoPro, że nie jesteś hardkorem, jest bardzo smutny. Zawsze w głowie tli się jednak nadzieja, że może sprzęt zmotywuje do rozpoczęcia czegoś…

 

Od 2 miesięcy nie możemy się zdecydować z Pandą gdzie jechać na majówkę. Okazuje się, że wybór najlepszego miejsca jest niemożliwy…. zbyt wiele możliwości, zbyt duża różnorodność. Im bardziej czytam o jakimś miejscu, tym bardziej chcę tam jechać, a przecież internet się nigdy nie kończy.

 


Jakoś mało tu o rowerach.

 

Ale to wszystko jest dokładnie tak samo jak z rowerem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przejedzie coś dalej, lepiej i szybciej niż Ty. Rower nigdy nie będzie idealnym zakupem, bo zawsze będzie gdzieś lepszy, tańszy, bardziej dopasowany do wycieczki/treningu które akurat dzisiaj odbyłeś. Sprzęt powinien być środkiem, by dawać pozytywne emocje*. Te oczywistości piszę ja, Maćko Coelho.

*Panie Michale Kwiatkowski, jeśli Pan to czyta, to oczywiście chodzi tu tylko o emocje ze zwycięstwa na mecie, choć w sumie nie ma to chyba znaczenia, bo prosi i tak sami sprzętu nie wybierają ;)

 

 


Po co ja to piszę?

 

Abyście pamiętali, że jeśli piszę coś o jakimś miejscu, mówię że było świetnie, że najlepsze albo najgorsze, że jakiś sprzęt jest genialny albo beznadziejny, to zawsze będzie to opinia moja i nie oznacza to, że dla Was będzie tak samo. Z każdej recenzji, testu, opinii w internecie powinno się wyciągać istotne informacje i przełożyć je na własne potrzeby, bo ludzie którzy je piszą, są takimi samymi ludźmi jak my. Może i mają lepsze porównanie sprzęt, ale czy wiedzą, czego potrzebujesz?

 

…no chyba że jesteś świadomy, że sprzęt, który kupujesz nie jest Ci potrzebny, a mimo to będzie dawał radość – w końcu to jest najważniejsze. Wtedy w głębokiej pompce możesz mieć tych wszystkich, którzy mówią, że to głupie albo bezsensowne. Nawet jeśli masz rower, który Cię cieszy, mimo że na nim nie jeździsz.

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X