Cze '19 25
kategoria: Duże podróże

Bornholm z rowerem: najnudniejsza wyspa świata?

Bornholm – jak to się stało, że wylądowaliśmy tam na długi weekend, nie wiem do teraz. Może to wyjątkowo niesprzyjające warunki pogodowe w pozostałej części kraju, może niechęć do Zakopianki w pierwszym tygodniu wakacji, a może po prostu poszukiwanie miejsca na odpoczynek w ciszy i spokoju. Własnie do tego wyspa nadaje się idealnie… prawie.

Z pogodą trafiliśmy idealnie. Klasycznie dla regionu bałtyckiego, latem jest tu zimniej, zimą cieplej. Nie myślałem, że doczekam czasów, w których latem będziemy jeździli w zimne, aby odpocząć. Prognoza wyglądała dokładnie odwrotnie niż np. dla Tatry i 3 dnia odkryliśmy, że 0% opadów oznacza, że albo będzie padało, albo nie będzie. Jak zaczynało padać, prognoza natychmiastowo przestawiała się na 40% deszczu i gdy po chwili wychodziło słońce, wracała do poprzedniego stanu.

 

Na mapie zaznaczyłem przejechaną przez nas trasę oraz (na zielono) szczególnie polecaną okolicę. Jak widać, wyspy zostało nad dość dużo, mimo zrobienia 250 unikalnych kilometrów.

 

Decydujemy się zabrać ze sobą składaki, bo przecież wyspa mała, górki małe, nocleg mały, więc i pasuje taki rower zabrać. Na miejscu jednak nie ma problemu z wypożyczeniem w cenie około 30zł/dobę – wypożyczalnie są w każdym większym mieście, a szczególnie tych położonych blisko portów.

 

 

Bornholm – co to jest?

 

 

Bornholm to taka duńska wyspa, położona jakieś 100km od polskiego wybrzeża – rozmiarem nieco większa niż Warszawa, a liczbą ludności od Wilanowa. Cechą charakterystyczną, którą poznajemy już po pierwszym googlowaniu frazy „co zobaczyć” jest fakt, że nie ma tam niczego. To dobrze, do wyjazdu nie mamy czasu się odpowiednio przygotować. Decyzja o obraniu takiego kierunku zapada dzień wcześniej i jedziemy praktycznie w ciemno. Ostatecznie zaważył fakt, że w zupełnie losowym momencie, jakoś podczas rezerwowania noclegu pod Suwałkami, zwolniło się kilka miejsc na promie. Rzuciliśmy wszystko i postanowiliśmy się udać na (relatywnie) daleką północ.

Tak naprawdę Bornholm to wielka łąka (tak miastowi mówią na pola uprawne, których nie potrafią zidentyfikować) otoczona wodą.

 

 

Bornholm – ile kosztuje?

 

Promy pływają z Kołobrzegu i Świnoujścia. Ten pierwszy mamy trochę bliżej, ten drugi pływa w nieco lepsze miejsce, ale nie ma to znaczenia, bo pętla dookoła wyspy to jakieś 105km, więc i tak będziemy wszędzie.

Bilety na rejs z Kołobrzegu kupujemy tutaj (wydaje się, że inne strony to pośrednicy). Cena? 160zł za osobę w jedną stronę +25zł za rower. Jest też opcja zapłacenia 210zł za dwie strony, jeśli wracamy tego samego dnia. Prom wypływa o 7 i dociera o 11.30, w drogę powrotną wypływa o 17.30 i dociera 4,5h później. Cztery i pół godziny na promie to dużo.

 

 

Na Bornholmie nie wymyślono jeszcze wielkich hoteli i kompleksowych SPA, pełnych drogich pokoi z widokiem na morze. Są za to campingi, hostele i chatki. Camping to w sezonie koszt 200-350zł za dobę (dla 2-4 osób), miejsce campingowe trochę ponad 70-100zł za dobę, hotele 500-800zł (2 os), hostele gdzieś pomiędzy. Jeśli jedzie się większą ekipą, warto rozważyć wynajęcie całego domku. My decydujemy się na jedyną prawilną opcję – BECZKĘ, dostępną na tym campingu. Jest bardzo podobna do tej, w której spaliśmy w Bieszczadach, ale nieco bardziej luksusowa (jak na beczkę).

Jak lamusy dopłacamy jeszcze ze 100zł za pościel na dwa dni oraz płacimy po ~3zł za każde 3 minuty ciepłego prysznica.

 

jezioro Opalsøen

 

How much is the fish?

W sklepach jest drogo (chociaż istnieje Lidl i Netto), w knajpach jeszcze drożej. Hamburger to stówka, pizza 50zł, klasyczna kanapka ze śledziem (bardziej restauracyjna niż na wyspie Uznam) – 60zł. Generalnie raczej ciężko.

 

Ważna informacja dla ludzi żyjących w przeszłości: na wyspie nie ma kantoru. Jeśli chcecie wymienić pieniądze, pozostają tylko banki lub wypłacanie z bankomatów.

 

 

Bornholm: co zobaczyć?

 

 

Nie wiem ;-) Dla ułatwienia załączam mapkę poglądową. Bornholm to w zdecydowanej większości pola uprawne ze zbożami, do tego jeden większy fragment lasu z niewielką górką i asfalt dookoła wyspy. Dokładnie to samo, co na naszym wybrzeżu. Wyjątkiem jest północny-zachód, który wygląda jakby naszą Jurę Krakowsko-Częstochowską (o której pisałem niedawno), przenieść nad morze. Jest kilka plaż, jakieś klify, ładne domki, ale generalnie to samo co u nas. To jest odpowiedni moment, aby zadać sobie wyjątkowo trudne pytanie, które przez pierwsze kilka godzin spędzało nam sen z powiek (i to było dobre, bo w przeciwnym wypadku byśmy zasnęli):

 

 

Po co tam jechać, skoro nie ma niczego?

 

Najlepszym podsumowaniem wyspy jest:

 

Bornholm jest sympatyczny

Panda

 

Bornholm składa się głównie z pól, ale też z niesamowicie dużej ilości idealnie równych asfaltów. Mimo rozmiarów wyspy, myślę że próba przejechania wszystkich to szosowe wyzwanie na kilka dni, choć nie wiem dlaczego ktoś miałby tego próbować. Trzeciego dnia kręcenia się po okolicy wpadaliśmy już w paranoję, że kręcimy się w kółko i być może już nigdy nie wydostaniemy się z asfaltu przecinającego pole. Z drugiej strony, przecież to wyspa i dokładnie tak jest.

 

bornholm rower

 

To, co wyróżnia rejon na tle innych miejsc, to całkowita pustka. Ruch określiłbym jako marginalny na zdecydowanej większości dróg. To miejsce jest tak przyjazne każdemu typowi rowerzysty, że bardziej się nie da. Nic więc dziwnego, że spotkanie tutaj człowieka innego niż rowerzysta to nie lada wyzwanie. Ludzie przyjeżdżają tu z sakwami i/lub dziećmi (być może ci bez dzieci trzymają je po prostu w sakwach w ramach oszczędności) i jadą dookoła wyspy, nocując po drodze na jakimś campingu. 235km tras rowerowych imponuje, ale tak naprawdę nawet na normalnych ulicach ruch samochodowy jest mniejszy niż na naszych ścieżkach rowerowych (tzn. spotykamy mniej samochodów na ulicach tam, niż samochodów na ścieżkach rowerowych tutaj).

 

bornholm rower
bornholm rower
bornholm rower
bornholm rower
bornholm rower

 

Dodatkowo, wszystko jest tutaj bezstresowe (jeśli nie stresuje nas płacenie dużo). Do tego stopnia, że rowerów się nie przypina. Widok szosowego Treka pozostawionego gdzieś (na nóżce) przy parkingu sklepowym lub pod szlakiem nie jest niczym dziwnym. Doskonałe – świat w którym ludzie nie kradną rowerów musi być wspaniały. Podejrzewam, że nie kradną też wielu innych rzeczy, bo normalną rzeczą są tutaj stoiska z ziemniakami/miodem/rękodziełem wystawione przy drodze, wraz z puszką i informacją ile należy do niej wrzucić pieniędzy, jeśli zdecydujemy się na zakup.

 

 

To najbardziej idealne z idealnych miejsc do rodzinnej wycieczki na rower lub początków z szosą/trekkingiem/składakiem/sakwiarstwem. Mówiłem to samo już o Wyspie Uznam, prawda? Bornholm to poziom wyżej.

 

Przedstawiam Państwu optymalną według mnie wycieczkę na Bornholm:

 

 

Potencjalnie idealny plan wycieczki:

 

 

1. Wyruszamy z Kołobrzegu o 7.00 promem Jantar.

 

bornholm prom

 

Razem z nami wyrusza w drogę około 250 osób (i podobno prawie 200 rowerów). Bezpiecznym zapasem czasowym jest pojawienie się 30-40 minut przed wypłynięciem. My stawiamy się wcześniej, dzięki czemu zajmujemy ekskluzywne miejsca na najwyższym pokładzie. Po godzinie patrzenia w pusty horyzont, wdychania spalin i marznięcia na wietrze, postanawiamy się przenieść do pokłady dla plebsu, ten niestety jest cały zajęty, więc postanawiamy kontynuować naszą ekskluzywną postawę i śpimy na podłodze w korytarzu:

 

 

2. Wysiadamy w Nexø

 

 

Bardzo istotne, aby ustawić się przy wyjściu z promu około 30 minut przed dopłynięciem. Pozwala to patrzeć z pogardą na pozostałe 200 osób, które tłoczy się przy wyjściu dopiero 25 minut przed czasem. Z pokładu wychodzimy pierwsi i przyjmujemy pozę wygrywów… czekając aż obsługa poda nam rowery. Oczywiście, zgodnie z zasadą kolejek LIFO, ci którzy wchodzili pierwsi, rowery otrzymują ostatni.

Pierwszą rzecz, jaką należy zrobić w Nexø jest udanie się na śniadanie do Nexø Gammel Røgeri.

 

 

3. Jemy śledzia

 

Śledź z cebulą, szczypiorkiem, rzodkiewką i żółtkiem, podawany na chlebie nazywany jest Nexø Special i według internetu, zjedzenie go to najważniejsza rzecz, jaką należy zrobić na wyspie. Na googlach same oceny po 5-gwiazdek. Jako fanatycy śledzia w kanapce, potrafimy uzasadnić 1000km wycieczkę na Uznam tylko po to, aby zjeść bułkę za kilka euro…. ale tutaj wychodzimy zawiedzeni jak nigdy. Żaden śledź mnie nigdy w życiu nie zawiódł tak bardzo jak ten. Nam jednak nie ufajcie, skoro ludzie mówią, że jest super, to przecież musi być super.

 

 

4. Ruszamy na zachód, bo tam musi być cywilizacja

 

bornholm rower
bornholm rower

 

Drogi są trzy:

czerwona (trasa 10), czyli ta która okrąża wyspę i na którą my się decydujemy. Jest dramatycznie nudna i prawie zawsze pod wiatr (zazwyczaj wieje z zachodu), co dodatkowo uatrakcyjnia jazdę. Plusem jest fakt, że na południu znajdują się wszystkie najlepsze (jeśli lubisz piasek) plaże na wyspie i to właśnie obok nich się jedzie (chociaż ich nie widać). Nie ukrywam, że po kilkunastu kilometrach mamy bardzo czarne myśli i oboje obawiamy się, że nasz 3-dniowy pobyt ciągnął się będzie tygodniami. Pojawiają się u mnie w głowie różne myśli o tych wszystkich blogerach, którzy w internecie rozpływają się nad widokami. Powiedzmy sobie szczerze, widoki są podobne do tych, które zobaczyć można pod Łukowem albo nawet Garwolinem – łączenie ze zwierzętami. Jedyną różnicą jest widoczne od czasu do czasu morze w oddali. Mija wiele stresujących nas godzin zanim odkrywamy, że w Bornholmie chodzi o coś zupełnie innego. 

 

zielona (trasa 21), czyli przez pola, które będziemy oglądali jeszcze przez wiele godzin podczas tego wyjazdu, ale pozwala zobaczyć bizony w Aakirkeby.

 

żółta (trasa 22), czyli droga przez las (prawdopodobnie jedyny duży las na wyspie). Pozwala zdobyć najwyższe wzniesienie na wyspie, czyli Rytterknægten. Na wzniesieniu znajduje się darmowa wieża obserwacyjna, na którą warto wejść. Zawrotne 162 metry nad poziomem morza to zaledwie 8m niżej niż najwyższy szczyt w całym kraju, ale dzięki wieży, znajdujemy się podobno w najwyżej położonym punkcie kraju. Czuję się jak na Mazowszu. Istnieje też duża szansa na spotkanie autobusu z emerytowanymi Niemcami.

 

W Danii wszystko powyżej 100m n.p.m. uważa się za górę.

anonimowy Duńczyk z internetu

 

Tutaj link do mapki (pdf) z tymi szlakami, bo nie wiem czyja to, a nie chcę kraść.

 

 

4. Lody w Rønne

 

 

Rønne to największe miasto na wyspie. Jeśli istnieje na świecie coś lepszego niż śledź, mogą to być tylko lody. Na ryneczku kupujemy dwa Bornholmer Softice, bo brzmi jak lód, a do tego tradycyjnie i lokalnie. Śmietankowo-truskawkowy z posypką słony karmel smakuje jak pianka z marketu, tylko bez chemicznego posmaku, ale za to zamoczona w cukrze. Za dwa duże (faktycznie duże) lody płacimy jakieś 50zł. Panda swojego wyrzuca, bo okazuje się, że w chemicznych piankach to jednak chemia była dobra. To jedne z gorszych lodów jakie jedliśmy od długiego czasu i mam ochotę wygooglać teraz każdego blogera, który je polecał i złożyć mu osobistą wizytę. Wyjazd jest praktycznie zrujnowany, bo skoro zarówno śledź, jak i lód zawiodły. Dodając do tego fakt przemieszczania się po drogach prowadzących przez tereny wyglądające jak copy-pasta, nabieramy coraz większego strachu co do celowości tego wyjazdu.

 

 

5. Nocleg w beczce w Hasle

 

hasle camping
hasle camping beczka

 

Szybko przypominamy sobie jednak, że to wszystko nieprawda. Dalej jest bowiem clou programu i najlepsza rzecz świata, czyli nocowanie w beczce. Mieszkalne beczki na campingu Hasle Camping są chyba 4, plus jedna udająca jadalnię i jedna przerobiona na saunę i podobnie jak w Bieszczadach, są genialne.

Resztę dnia spędzić możemy eksplorując wybrzeże, bo to właśnie w Hasle rozpoczyna się najlepsza część wyspy.

Przyjemne jest też to, że beczki postawione są jakieś 150 metrów od morza, więc zasypiamy przy miłym szumie dochodzącym zza niewielkiego okienka.

 

 

Dzień między Hasle, a Allinge.

 

bornholm rower

 

Tak naprawdę dałoby się to wcisnąć w poprzedni dzień lub spędzić tutaj pół dnia i udać się na prom o 17.30, ale według mnie warto dołożyć jeden dzień, aby spędzić go nie martwiąc się niczym. Tereny pomiędzy Hasle, a Allingle są bardzo dobre i gdyby cała wyspa tak wyglądała, określiłbym ją mianem sztosu…. ale nie wygląda. Generalnie to coś na wzór Jury z dostępem do morza. Jadąc terenowo-asfaltową drogą przy morzu (zdecydowanie lepszą niż asfaltowa, ciągnąca się nieco dalej), napotkamy po kolei na:

 

 

6. Klasyczną, skandynawską ścieżkę przy morzu

 

bornholm rower

 

która kończy się w okolicach słynnej formacji skalnej Jons Kapel i przypomina nam nieco wyprawę do Norwegii. W gratisie dostajemy kawałek wcześniej krótki, ale sztywny podjazd zdecydowanie przekraczający 20%. Jons Kapel przegapiamy lub może omijamy celowo, widząc to, co czeka nas za chwilę.

 

 

7. Kamieniołom w Vang

 

kamieniolom vang
kamieniolom vang
kamieniolom vang
kamieniolom vang
kamieniolom vang

 

Kamieniołom w Vanga składa się z dróg będących marzeniem gravelowca (dopóki nie odkryje jak krótkie są to fragmenty), jeziorka, mostki oraz skalnej ściany, która wygląda jak mała wersja muru z Gry o Tron. Ludzie tu generalnie nie przyjeżdżają – bo po co, dzięki czemu jest całkiem przyjemnie. W wizycie towarzyszy nam ze sto tysięcy mew (może lekko przesadziłem), które widząc Pandę podrywają się do lotu i wydają odgłosy znane z przerw w podstawówce. Warto.

 

 

8. Ruiny zamku Hammershus

 

Hammershus
bornholm rower

 

Zamek jak zamek… lub raczej to co z niego pozostało. Podobno największy w północnej Europie, ale ciężko ocenić, jako że bardziej go nie ma niż jest. Bez kozery powiem – największa atrakcja wyspy, podobno. Ruiny mijamy dwukrotnie – koło południa jest tu największe zgromadzenie turystów jakie widzieliśmy na wyspie (w normalnym kraju określilibyśmy to jednak na „prawie puste”), pod wieczór są praktycznie puste, a dzięki położeniu na zachodnim brzegu, wyglądają całkiem ładnie.

 

 

9. Teren dookoła jeziora Opalsøen

 

jezioro Opalsøen

 

 

 

 

Opalsøen to jeziorko do złudzenia przypominające krakowski Zakrzówek… tylko ludzi mniej. Połączenie kilku jezior, skał, lasu oraz znajdującego się za górką morza sprawia, że warto porzucić na jakiś czas rower i udać się na spacer szlakiem otaczającym ten niewielki półwysep. Z rowerem jest to niewykonalne, ale już wcześniej wspomniałem, raczej nie powinniście się o niego martwić, nawet jeśli pozostanie nieprzypięty na parkingu.

 

 

10. Allinge Røgeri

 

Fiskebuffet
Fiskebuffet

 

Jedna, by rządzić wszystkimi. Gdybym miał wybrać jedną, jedyną rzecz, dla której warto odwiedzić Bornholm, to właśnie wędzarnia w Allinge, czyli Nordbornholms Rogeri. Wędzarnie na wyspie łatwo poznać, mają ogromne kominy, lecz ta jest specjalna. Słowo klucz: Fiskebuffet.

Za zawrotne 110zł od osoby (plus napoje) dostajemy parę sztućców i nieograniczony dostęp do: śledzia na sto sposobów, łososia na sto sposobów, zup rybnych, kalmarów, tuńczyków, krewetek, makreli, kulek rybnych, kurczaka, dodatków jak chleb, frytki, warzywa, sałatki i wiele innych rzeczy, których nie umiem zidentyfikować. Jakby tego było mało, na deser dowolna ilość lodów – zarówno kulkowych (do wyboru kilkanaście smaków) oraz włoskich wraz z posypkami i polewami. Każda z tych rzeczy jest tak świeża i tak dobra, że stawia to pod znakiem zapytania każdego poprzedniego śledzia, tuńczyka czy łososia, którego kupowałem w sklepie.

 

Allinge

 

Przepraszam, ale nie mogę o tym pisać dalej, ani wdawać się w szczegóły, bo robi mi się przykro. Nie twierdzę, że jest to najlepsza rzecz, którą można zjeść na wyspie (pewnie odpowiednio podane i skomponowane w kuchni danie będzie lepsze), lecz jeśli nie jesteś stałym gościem restauracji, a na Bornholmie chciałbym spróbować tzw. przekrojowego creme de la creme, to to jest według mnie właśnie to miejsce.

 

bornholm rower

 

Jakby tego było mało, samo miasteczko, w którym położona jest wędzarnia, jest jednym z najładniejszych na wyspie. W ogóle północna część wyspy jest jakaś ładniejsza.

Patrząc na obłożenie stolików pod koniec dnia, warto zarezerwować sobie miejsce wcześniej, jeśli planujemy udać się tam na kolację.

 

 

11. Powrót do beczki i dzień jeżdżenia po losowych polach w oczekiwaniu na prom

 

bornholm rower

 

Trzeci dzień jest odpowiedni, aby zwiedzić wnętrze wyspy i przekonać się, że po pierwsze, nie ma tam absolutnie niczego, a po drugie, wszystko wygląda zupełnie tak samo. Nasz dzień kończy się nieco wcześniej niż planujemy, przez co nie widzimy tak dużo pól, jak byśmy chcieli, gdyż:

 

 

Bornholm – najbezpieczniejsze miejsce świata.

 

bornholm golf

Wśród największych zagrożeń na Bonhomie mógłbym wymienić: uderzenie piłeczką golfową w głowę, zderzenie z owcą, śmierć z przejedzenia, bankructwo, depresję popowrotową, śmierć z nudów…

 

Jeździliśmy w życiu po różnych dziwnych miejscach, robiliśmy też różne dziwne rzeczy. Takie jeżdżenie składakiem po marokańskich Górach Atlas tudzież po Dolinie Śmierci brzmi dość niecodziennie. Bornholm to całkowicie przeciwna skrajność. Jest tak bezpiecznie, że nie wyobrażam sobie, co można byłoby zrobić, aby było bezpieczniej. I tak, jak większość wypadków zdarza się podobno w domu, tak i tutaj pokonała nas rutyna.

 

Przydałaby się jakaś przygoda

Panda

 

Było to jakoś tak: miejscowość Bølshavn – idealnie czysta, sterylna prawie, tak jak większość tutejszych miasteczek. Asfalt idealny, pobocze szerokie i innego koloru, ruch praktycznie zerowy, niewielki zjazd – wygląda to jak mokry sen rowerzysty.

Słyszę łupnięcie, obracam się, rower leży jakoś przy chodniku, a Pandy nie ma. W głowie kilka teorii: może ufo, może coś głupiego pomyślałem dmuchając świeczki na torcie w urodziny, a może w końcu ze mną nie wytrzymała. Cofam się, rozpoczynam oględziny miejsca i kilka metrów od roweru dostrzegam pęknięte i poszlifowane okularki. Dziwne sprawa rzekłby doktor Watson. Patrzę w żywopłot obok, a tam jakaś dziwna dziura – myślę: ultras jakiś sobie nocuje. Dopiero po chwili dostrzegam pojawiający się, pęknięty, zielony kask. To Panda próbuje wygramolić się z rowu, co dzięki różom w nim rosnącym, nie jest zbyt proste. Początkowe oględziny mówią o stracie łokcia, kolana, biodra i wielu innych, mniej lub bardziej losowych miejsc.

 

kask rowerowy wypadek

 

Do tego standardowy zestaw na śmietnik, czyli: kask, okulary, pedał, chwyty i tak dalej…
Apteki Bornholm ma ze 4, z czego 2 otwarte po godzinie 13 w sobotę i obie niestety w zupełnie innym kierunki niż jedziemy.

 

Interpretacje zdarzenia są dwie i żadna nie wyjaśnia, jak to się stało, że prowadząca rower znalazła się kilka metrów od niego, leżąc w krzakach, skierowana w kierunku (a dokładniej to zwrocie) przeciwnym do jazdy. Panda twierdzi, że gdzieś się zapatrzyła i wjechała pod niewielkim kątem w krawężnik, ja jestem praktycznie pewny, że po prostu zasnęła, bo trzeci dzień tutaj to już prawdziwy hardcore dla zmysłów… być może ten wypadek był po prostu celowy, bo brak jakichkolwiek bodźców zaczął nas przerastać.

 

 


 

Podsumowanie, w którym mówię czy warto, a Ty dalej nie wiesz.

 

Napisałbym, że Bornholm super i że warto, ale nie jestem pewny. Widokowo jest w większości dokładnie tak samo, jak na polskim wybrzeżu, tyle że jednak dużo przyjemniej, bo nie ma samochodów, pijanych wariatów, masy turystów i w ogóle cisza i spokój.

 

Jeśli tego szukasz, nie będziesz zawiedziony. Bornholm to rowerowa, turystyczna sielanka i jeśli nie szukasz przeokrutnych sztosow, tylko chcesz sobie po prostu pojeździć po niewymagającym terenie lub wciągnąć w ten rodzaj rekreacji swoich nierowerowych znajomych, to to jest WŁAŚNIE TO MIEJSCE.

 

No chyba, że na campingu trafisz akurat na wycieczkę miłych panów, którzy o poranku budzą Cię miłym krzykiem: „Staszek, jebnij dwie wody na herbatkę!” lub  „Ty wiesz ile tu ku*wa fajki kosztują?!”, albo na tego śmieszka na promie, który podchodzi do Twojej dziewczyny, z której powolnie sączy się krew i w ramach zagajania rozmowy rzuca: „no i po co się było tak wypier*lać?”. Wtedy człowieka też taka krew zalewa, tylko od środka…

 

bornholm rower
bornholm rower
bornholm rower
bornholm zachód słonca

 

Za Bornholmem zaczynam tęsknić już pierwszego dnia w Warszawie. Jadę sobie swoim składaczkiem, wioząc kilogramowego u-locka (bo jak przypnę 0,5kg i napiszę o tym w internecie to mi ludzie odpowiedzą, że sam się prosiłem o kradzież) i widzę jak na skrzyżowaniu Tamki z Topiel klną na siebie kierowca, który nie stanął na zielonej strzałce i kolarz, który jechał ulicą obok ścieżki rowerowej. Na to wszystko patrzy z uśmiechem wielka Roksana Węgiel, która wybrała Play. Bo tak… poza brakiem wielkich hoteli i nerwów na ulicach, na Bornholmie nie ma też wszędobylskich reklam oraz porozrzucanych wszędzie samochodów. To miejsce, które przywraca wiarę w ludzi i po raz kolejny każe się zastanowić, dlaczego skręciliśmy z naszą cywilizacją w złym kierunku.

 

 

 

A panu, który napisze w komentarzu, że we wpisie są składaki, więc gardzi i nie będzie tego czytał, polecamy wycieczkę do pięknej, kaszubskiej miejscowości:

 

hejtus

 

*zdjęcia dronowe zostały wykonane zgodnie z prawem. Przed wyjazdem wypełniłem online’owy test wiedzy o duńskim prawie dronowym, zarejestrowałe drona i otrzymałem Drone Awareness Accreditation od Danish Transport, Construction and Housing Authority – zajęło to z pół godziny.

 

o autorze:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X