Sty '20 13
kategoria: Felieton

Rok 2019, czyli wpis dla leniuszków

 

W styczniu 2020 nie jestem lepszą wersją siebie ze stycznia 2019,
moje FTP jest niższe,
nasze sportowe ambicje gdzieś zniknęły,
półka z nagrodami nie urosła,
kilogramów przybyło,
przestałem patrzeć na innych,
sprzedałem trenażer, czasówkę, pianka się kurzy,

Do Góry Kalwarii dojechałem 14 razy,
z czego 10 tylko po to, żeby zjeść ciastko,
na sport ‚straciłem’ 879 godzin,
wspinając się na Everest ponad 18 razy,
ale za to sporo widziałem,
sporo głupiego zrobiłem
i nie żałuję

i to nie jest internetowy wpis pod tytułem:
„patrzcie jak mam zaje**ście”
to jest:
„patrzcie i bierzcie pomysły lub podrzućcie swoje”
…póki możecie, bo nikt nie wie, co stanie się za rok lub trzy

 


 

Rok 2018 zakończyliśmy w Maroku stwierdzeniem,
że jest dość pokaźna liczba krajów na świecie,
których Panda na pewno już nie odwiedzi
(chyba że różnice kulturowe nieco się zmniejszą)

 

 

 

A to ona
świetnie bawi na Mistrzostwach Belgii
w kolarstwie przełajowym.

 


 

 

Ta cała Holandia
to w ogóle jest świetna,
bo albo nam lało
albo padało,
dobrze, że górek za to nie ma,
bo wiatr może się rozpędzić

 

 

 

Za to podczas city-breaka w Amsterdamie
Panda odkrywa nową pasję:
cieszenie się do sera

 

 

 

To Piotrek,
gdzieś lecz nie wiadomo gdzie,
w odległości około 80km od Walencji.
Właśnie odkrywa, że zimą jest tam zimno,
jego ręce są już zbyt zmarznięte, by ubrać się cieplej.

Po raz pierwszy na rowerze marznę tak bardzo, że nie umiem jechać prosto.
Przerywamy zjazd tylko po to, aby wrócić pod górę i nie zamarznąć.

 

 

 

Ze 4 godziny wyjęte z życia
próbując wepchnąć dwa rowery do jednej walizki
bilety w Ryanie takie drogie,
nigdy więcej.

 

 

 

Jadę walizką po drodze szybkiego ruchu
zaraz zjeżdżam zjazdem
wprost do hotelu

 

 

 

Za całe te wakacje w ciepłych krajach płacimy łącznie 1313zł
z lotami, rowerami, spaniem, jedzeniem, przejazdami,
jest umiarkowanie, ale śmiesznie,
do Walencji raczej nie wracam.

 

walecja

 

 

Panda odkrywa,
że gravel może wszystko,
tak jak mówili,
ale chyba nie w Świnoujściu

 

 

 

Uznajemy wyspę Uznam
za najlepsze miejsce świata
dzięki kanapkom ze śledziem

 

 

 

Podgorica jest straszna,
ale okolica już nie,
czemu nikt tego nie powiedział wcześniej?

 

 

 

Szosa jest fajna
wjedzie wszędzie
ale może jednak ten gravel…

 

 

 

Granica albańsko-czarnogórska,
przekraczanie jest nielegalne,
więc nie przekraczamy,
a to zdjęcie kłamie

 

 

 

Świnia na rondzie w górach,
twierdzi że Albania świetna
mamy nowy cel

 

 

 

Góry przeklęte
widzisz i wiesz,
w kolejnym miesiącu pójdziesz ich środkiem
…i utkniesz w śniegu po kolana

 

 

 

Jak Cię w Czarnogórze nie zabiją kierowcy,
to się sam zabijesz.
Życie mi się tu podsumowało całe,
gdy śnieg się osunął
…ale fotka jest

 

 

 

Widzisz Albanię,
myślisz, że fajna
więc niedługo później się tam meldujesz

 

 

 

I idziesz w te góry co to iść miałeś,
ale okazuje się, że jednak jeszcze nie pora

 

 

 

Za to Albania…
jak żyć?

 

 

 

Także na rower,
szczególnie gravelowy,
zabrakło tylko King Konga

 

 

 

Panda odwołała III Wojnę Światową,
ze swojego schronu atomowego pod Tiraną
dyrektorskiego takiego

 

 

 

I bezpiecznie udaliśmy się do Macedonii,
Jezioro Ochrydzkie trochę zaskoczyło,
bo trochę jakby nie jezioro.
No i Koran – najlepsza ryba świata

 

 

 

Macedonia,
w życiu nie słyszałem

 

 

 

Żeby zmysły się wyrównały,
pojechaliśmy z Łukaszem do najbrzydszego miasta świata
Neapol
…va fa Napoli

 

 

 

Skąd rzut kamieniem na wybrzeże Amalfi,
które widzę pierwszy raz
i ostatni

 

 

 

Blisko też Santuario Di Montevergine,
nie znałem,
znałem za to Łukasza,
który tam umarł

 

 

 

Po czymś takim odpocząć można tylko w jednym miejscu,
Bornholm, najspokojniejsza wyspa świata:

 

 

 

Gdzie Panda ma wypadek
i łamie kask,
w tym najspokojniejszym miejscu świata

 

 

 

Na pocieszenie przejeżdżamy Szlak Orlich Gniazd,
dobre to jest

 

 

 

Jak się dobrze poszuka,
można znaleźć hotele i poczuć się tak,
jak wyglądały nasze wyobrażenia o Albanii
…w Olkuszu

 

 

 

Czerwiec – 2 tygodnie na Podkarpaciu,
szok jak nic nigdy wcześniej w tym kraju (kolarsko)

 

 


Jest romantycznie,
momentami aż za bardzo

 

 

 

Panda odpala manufakturę ulepszającą rowery,
znowu jesteśmy bogaci

 

 

 

W lipcu jedziemy z Piotrkiem (innym) oraz Mateuszem do Norwegii
przejechaliśmy długą trasę,
regeneracja potrwa 3 lata

 

 

Któregoś dnia,
zmęczeni okropnie dniem poprzednim,
zrobiliśmy 240km i ponad 4km w pionie,
w deszczu i mrozie,
grubą oponą,
wioząc ze sobą żarcie, ciuchy i kubek na przykład
drugi dzień z rzędu rzuciliśmy kolarstwo i chcieliśmy umrzeć

…ale nie mogliśmy, bo mieliśmy jeszcze 6 takich dni.

 

 

Norwegia była przez chwilę bardzo mokra,
potem bardzo gorąca,
nie wiem jak to się stało,
że przeżyliśmy

czas pozostawia tylko pozytywy
dlatego pewnie to powtórzymy,
mimo że głupie, wspomnienia na całe życie

 

 

Jedziemy w Świętokrzychy,
po raz kolejny w tym roku.
Jest tak nudno, że cały następny tydzień leżę chory w łóżku.
Na pocieszenie dron spada mi z nieba… mój

 

 

 

A potem w Jesioniki,
Jesioniki są doskonałe,
zdjęcie z wyjazdu trafia na okładkę SZOSY.
Osiągnąłem w życiu wszystko.

 

 

 

Odkrywamy Suwalszczyznę,
postanawiamy tam wrócić,
jak już będą w domu gravele. 

 

 

 

Próbujemy wypoczywać bez roweru,
nie udaje się

 

 

 

Jadę z Łukaszem w Góry Sowie,
dołącza do nas Wojtek z kolegami,
jest nawet Borys z SZOSY

 

 

 

Znowu jest super,
znowu rejon, którego nie znam,
znowu postanawiam wrócić
z szerszą gumą

 

 

 

Przychodzi jesień,
ruszamy w bikepacking do Ostravy,
odkrywamy bezpośrednie połączenie pociągowe,
a new life is born – teraz będę wszędzie jeździł pociągiem

 

 

 

Klasyczni Czesi
pozdrawiają klasycznych Polaków

 

 

 

Listopad to dłuższy pobyt na Tajwanie,
bardzo mokniemy

 

 

 

A potem jest bardzo,
bardzo dobrze

 

 

 

No i robimy jeden z największych podjazdów szosowych świata…
a na pewno jeden z najbardziej znanych

 

 

 

Na Tajwan wrócimy,
myślę, że szybciej niż nam się wydaje.

 

 

Udaje nam się w końcu kupić gravele,
Factorów nikt się nie spodziewał.
Obstawiam, że najbardziej nierozsądny, rowerowy zakup życia.
Whatever…

Jadę na chrzest na najlepszą ścieżkę świata – Rowy

 

 

 

W grudniu jestem w Vegas,
jest śnieg, zimno i wieje.
Na rowerze zamarzają mi stopy.

 

 

 

W San Francisco wcale nie jest lepiej

 

 

 

Przez remonty na Big Sur,
zwiedzam wnętrze Kalifornii.
Ciągle wieje, leje i jest średnio

 

 

 

Po kilkuset przejechanych na południe kilometrach
pojawia się nadzieja,
a new hop(e)

 

 

 

Więc dojeżdżam do Meksyku,
burrito,
taco, taco

 

 

 

Tydzień później,
nieznanym nam zbiegiem przypadków,
meldujemy się w Hongkongu

 

 

 

Okazuje się,
że chodzenie może być lepsze
niż rower

 

 

 

A Hongkong w ogóle nie łączy się z naszym wyobrażeniem o nim

 

 

 

Sylwester
najgorszy pokaz fajerwerków na świecie,
w miejscu,
które znane jest z najlepszych pokazów fajerwerków na świecie.

 

 

 

zmęczony jestem,
odpocząć muszę

 

 

Bo gdy ktoś mnie pyta,
gdzie widzę się za rok,
to na pewno nie odpowiem:


„zamarznięty na kość,
przemoczony do suchej nitki,
tłoczący się z dziewczyną i kumplami,
przykryty kurtkami losowego tajwańczyka,
który stanął przy drodze,
aby ogrzać nas w swoim aucie”

 

 

Tak trzeba nie trzeba żyć
…ale jest to ciekawe i polecam

o autorze:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


X